„Niektórzy mówią, że fala migrantów jest zbyt duża, by ją zatrzymać. Ale ona jest zbyt duża, żeby jej nie zatrzymać” - powiedział Tusk w wywiadzie, którego udzielił kilku gazetom. W Polsce nikogo nie dziwią takie słowa. Społeczeństwo jest zdecydowanie przeciwne przyjmowaniu uchodźców, a ambiwalentna postawa Platformy w tej sprawie była jednym z głównych czynników, który doprowadził do jej porażki wyborczej. W Niemczech, które aspirują do roli czołowego europejskiego moralisty, przeważająca część opinii publicznej uznała ją za skandaliczną.
W swoich wypowiedziach Tusk wielokrotnie był wyważony i nie ulegał modzie na nieodpowiedzialną politykę wobec uchodźców lansowaną przez niektóre państwa Europejskie. Jeszcze na początku października zauważył, że wielka fala uchodźców może być celowo wywoływana przez obce mocarstwa jako wymierzony w Europę element wojny hybrydowej. W ten sposób zgrabnie demaskował, że pod powierzchnią sporów, wyglądających z pozoru na etyczne, czai się zawsze czyjś brudny interes i naiwny jest ten, kto porusza się jedynie w obszarze ideologicznej nadbudowy.
Politycy z tak zwanej Nowej Unii w ogóle rozsądniej oceniają sytuację w polityce międzynarodowej niż ich koledzy z Zachodu. Poza aktualnymi środkowoeuropejskimi przywódcami są to również nasi byli premierzy Waldemar Pawlak i Leszek Miller. W naszym regionie nie zapomniano, że ideologia czy górnolotny dyskurs o wartościach stanowi w polityce przykrywkę dla realnych, twardych interesów, a szukając przyczyn globalnych problemów, warto kierować się zasadą is fecit qui prodest. Ta wartościowa pamięć historyczna może wywodzić się z różnych przesłanek. Dla jednych będzie to trzeźwe interpretowanie rzeczywistości w kategoriach Realpolitik. Dla innych będzie to pamięć o tym, jak doświadczenie komunizmu pokazało, że propagandowa narracja o wartościach to jedno, a rzeczywistość to drugie. Dla jeszcze innych – tych z przeciwnego obozu – będzie to przekonanie, że nadbudowa zawsze wynika z bazy. Obojętne z jakich innych źródeł wywodzą taki pogląd, politycy środkowoeuropejscy nie robią z siebie naiwnych albo zideologizowanych marionetek.
A ktoś ewidentnie rozgrywa wojnę hybrydową. Ktoś destabilizuje Bliski Wschód, żeby Europa miała problem. Ktoś pewnie też finansuje pożytecznych idiotów, którzy szerzą pacyfistyczno-multikulturową propagandę w Europie. Może warto przypomnieć sobie Biezmienowa?