Minister sprawiedliwości pojawił się w Poznaniu by okazać publiczne poparcie Michałowi Wawrykiewiczowi, który jako kandydat Koalicji Obywatelskiej do Parlamentu Europejskiego startuje z drugiego miejsca w Wielkopolsce.
300 tomów akt w aferze Funduszu Sprawiedliwości
Jak relacjonuje Polska Agencja Prasowa, dziennikarze zapytali ministra o publikowane przez media nagrania rozmów osób zaangażowanych w działalność Funduszu Sprawiedliwości. Miał je zarejestrować Tomasz Mraz, były dyrektor departamentu w MS, który odpowiadał za Fundusz Sprawiedliwości. Z nagrań wynika, że za rządów PiS w Funduszu doszło do niezgodnego z prawem przyznawania środków przeznaczonych na pomoc dla ofiar przestępstw. Politycy PiS wyrażają jednak wątpliwości, czy nagrania są prawdziwe.
Czytaj więcej
Dziennikarze w takiej delikatnej materii jak śledztwo muszą zachowywać daleko idącą ostrożność i nie dać się uwieść pokusie pogoni za sensacją – mó...
- Ta linia obrony nie jest najlepsza, bo myślę, że fakty mówią same za siebie — ocenił minister Bodnar w Poznaniu.
Jak zaznaczył, zanim nagrania zostały upublicznione, prokuratura kilkadziesiąt razy przesłuchała Tomasza Mraza.
- Mamy zgromadzone 300 tomów akt, były dokonane przeszukania, są przygotowywane kolejne działania procesowe, takie jak chociażby wnioski o uchylenie immunitetów. Także ja bym się nie obawiał o śledztwo, o to jak ono postępuje, ponieważ w tej sprawie już bardzo wiele zostało zrobione — mówił Adam Bodnar.
Dziennikarze dopytywali ministra, czy kolejne publikacje treści nagrań nie budzą jego wątpliwości co do zabezpieczenie akt sprawy. Bodnar odpowiedział, że dysponentem nagrań „w dużej mierze jest osoba, która nagrywała” i to ona podjęła decyzję, żeby te materiały upubliczniać.
- Wydaje mi się, że chyba trudno zakazać w takiej sytuacji osobie podejmowania takich działań - mówił minister sprawiedliwości.