Muzeum Miasta Krakowa i członkowie Orszaku Lajkonika we wspólnym apelu zwracają się o niewykorzystywanie jego wizerunku do przedsięwzięć komercyjnych i tych „odzierających tę postać z jej naturalnego kontekstu”. Przypominają, że tradycja jego pochodu widnieje na krajowej liście niematerialnego dziedzictwa kulturowego.
– Celem wpisu była przede wszystkim ochrona naszej tradycji, również przed wykorzystywaniem postaci Lajkonika poza akceptowalnym przez społeczność kontekstem, często do działalności komercyjnej czy eventowej – podkreślają autorzy apelu.
– To prawda, że naszej tradycji nie chronią prawa autorskie w takim rozumieniu, jak zapisano w stosownych ustawach – dodają, zwracając się przede wszystkim do wszystkich prowadzących działalność kulturalną w mieście.
Czytaj więcej
Pojazdy komunikacji miejskiej są dziś nie tylko malowane w barwy miasta. Także siedzenia zawierają elementy kojarzone z daną metropolią. Nowy symbo...
Dr hab. Alicja Jagielska-Burduk, ekspertka z zakresu prawa kultury i rynku sztuki, kierowniczka Katedry UNESCO z zakresu prawa ochrony dóbr kultury na Uniwersytecie Opolskim, koordynatorka międzynarodowej Sieci UNITWIN Culture in Emergencies na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, apel ten odbiera jako początek dyskusji między depozytariuszami tradycji a społeczeństwem.
– Moim zdaniem granica między poszanowaniem samej tradycji i jej kontekstu a prawem do komercyjnego jej wykorzystywania i popularyzowania polskiego dziedzictwa niematerialnego wśród turystów czy wspólnot żyjących w związanym z nią mieście jest nieostra – komentuje.
Co wynika z wytycznych UNESCO
Jak przypomina ekspertka, przy okazji podobnych dyskusji ze strony depozytariuszy tradycji niejednokrotnie pojawiały się argumenty, że na listę wpisywane są te, które sztucznie ożywia się na potrzeby komercyjne.
– Tymczasem wytyczne do konwencji UNESCO wskazują, że niematerialne dziedzictwo może być wykorzystywane w różnych celach i nie powinno się powstrzymywać działalności komercyjnej, jeśli ma na przykład służyć wspólnocie, służyć upowszechnianiu tradycji – tłumaczy.
Przypomina, że przy składaniu wniosku o wpis na polską listę musi zostać określone, w jaki sposób dziedzictwo będzie chronione i kultywowane. A uwaga zwrócona też na aspekt edukacyjny. Dlatego – jak wskazuje Alicja Jagielska-Burduk – muzeum, które dba o zachowanie danej tradycji, ma pełne prawo do przestrzegania przed zagrożeniami. Zwłaszcza jeśli chodzi o praktyki wymagające przygotowania technicznego czy konieczności kształcenia następców.
– Jest to niezbędne w sytuacji, kiedy np. jedna osoba lub niewielka grupa potrafi wykonać daną czynność, więc bez zadbania o kontynuację, wraz z nią umrze cała tradycja. Ten aspekt również należy opisać w składanym wniosku – precyzuje specjalistka.
Wyjaśnia przy tym, że w sytuacji, w której do wykazu trafiłaby np. unikalna receptura i specjalny sposób wytworzenia, rozważyć można byłoby, czy nie chronią ich przepisy o ochronie własności przemysłowej. Zaś wizerunek czy podpis Chopina, choć niepodlegające ochronie prawnoautorskiej, chronione są przepisami specjalnej ustawy.
To jednak wyjątek. Ekspertka przytacza przykład z Chin, gdzie sąd przyznał ochronę prawną twórcy artystycznej wycinanki używanej przez sieć restauracyjną, wykorzystującej wyobrażenie uznawanego za element tamtejszej kultury koguta.
Lajkonik, czyli kto?
– Sama UE stoi zresztą na stanowisku, że kultura to nie tylko zamknięte w muzeum eksponaty, ale jest ona też katalizatorem rozwoju gospodarki i społeczeństwa, które powinno mieć do niej jak najszerszy dostęp na poziomie wartości materialnych i niematerialnych – konkluduje.
Lajkonik to postać charakterystycznie ubranego konia z siedzącym na nim brodatym jeźdźcem, którego strój zaprojektował Stanisław Wyspiański. Raz w roku wraz z orszakiem rusza w pochód ulicami miasta. Jego symbol lub nazwę wykorzystuje m.in. firma produkująca przekąski, firma przewozowa i sieć kawiarni.