[b]Rz: Urząd skarbowy chce opodatkować firmowe imprezy integracyjne. Jak się panu podoba ten pomysł?[/b]
[b]Przemysław Gerlaczyński:[/b] Będzie to kolejny martwy przepis. Firmy będą zapisywać na fakturze imprezę integracyjną jako szkolenie lub konferencję. Zresztą dziś często łączy się te dziedziny i jak wtedy odróżnić, która część wyjazdu była integracyjna, a która szkoleniowa?
[b]Jak dawniej wyglądały imprezy integracyjne?[/b]
Obowiązkowo musiała być dyskoteka. Postanowiliśmy od tego odejść i zaproponowaliśmy paintball. Potem obserwowaliśmy rynek i patrzyliśmy, co jest modne.
[b]A co jest modne?[/b]
Znów do łask po wielu latach wraca paintball i wszelkie imprezy terenowe – z wykorzystaniem map, GPS, kompasów. Organizujemy dużo biegów na orientację, ale też imprezy z wykorzystaniem symulatorów jazdy samochodami, bolidów czy quadów. Krótko mówiąc, na takiej imprezie ludzie chcą doświadczyć czegoś, czego nie mają na co dzień.
[b]Niezależnie od płci?[/b]
Panie, aby się dobrze bawić, potrzebują dobrej animacji, a panowie niestandardowego, ciężkiego sprzętu mechanicznego – segwayów, wheelsurfów (monocyklów) czy zdalnie sterowanych pojazdów. Sprawdzają się więc zabawki dla dużych dzieci. Popularny jest także quasi-surwiwal, gdy ludzie uczą się budować szałasy, rozpalać ogień za pomocą krzesiwa, przeprawiają się przez bagna, czytają mapy czy pieką chleb w warunkach polowych.
[b]Takie imprezy sprawdzają się pewnie wiosną i latem, a gdy pogoda nie sprzyja?[/b]
Proponujemy wtedy na przykład wieczór gier planszowych. Dla wielbicieli kultury latynoskiej mamy wieczór meksykański z muzyką, pokazem tańca, konkursami i jedzeniem z tamtego kraju. Albo wieczór hawajski, dalekowschodni, piracki, Dziki Zachód lub PRL.
[b]PRL? Ludzie chcą się w to bawić?[/b]
To jak z muzyką disco polo, większość się z niej śmieje, ale naprawdę darzy sentymentem i dobrze się przy niej bawi.