– To historia jak z Turowem albo nowelizacją ustawy o IPN. Można wprowadzać różne przepisy, ale nie można robić tego bez osłony dyplomatycznej. Musimy dać poczucie partnerstwa tym, którzy czują się upoważnieni do reprezentowania ofiar Holokaustu – mówi jeden z polityków PO. Jego zdaniem opozycja wykorzysta senacki etap prac nad nowelizacją kodeksu postępowania administracyjnego do punktowania PiS. To duża zmiana, bo dotąd nowelizacja, która wzbudziła kontrowersje za granicą, w Polsce niemal nie wywołała podziałów.

Może świadczyć o tym wynik czwartkowego głosowania w Sejmie, podczas którego przyjął on nowelizację. Nikt nie był przeciw, KO się wstrzymała, a za ustawą, oprócz PiS, były m.in. Koalicja Polska, Polska 2050, Kukiz'15 i większość Lewicy. Podzieliła się Konfederacja, której część była za, część się wstrzymała, a część nie głosowała. Postawa tej partii była mocno komentowana, bo budowała ona swoje poparcie na sprzeciwie wobec roszczeń żydowskich.

Po głosowaniu poseł Konfederacji Robert Winnicki zachowanie swojego koła tłumaczył tym, że „w rozpisce głosowań wdarł się błąd". Inną wersję przedstawia proszący o zachowanie anonimowości poseł Konfederacji. – To głosowanie w Sejmie nie wyglądało na specjalnie istotne. Gdyby nie to, że zaczęła interesować się nią ambasada Izraela, przeszłoby zupełnie bez echa – relacjonuje. – Podzieliliśmy się, bo ustawę za bubel uznała część prawników. O to, by za nią nie głosować, zwrócili się też do nas przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego. Gdy swoje zainteresowanie zgłosiły Izrael i USA, nie mogliśmy głosować przeciw. To, że niektórzy z nas byli nieobecni podczas głosowania, wynikało z obiektywnych uwarunkowań – dodaje.

Z powodu poparcia dużej części opozycji pojawiły się nawet pogłoski, że przyjęcie projektu jest efektem ponadpolitycznego porozumienia. Szczególnie że został on przygotowany przez komisję sejmową i stanowi wykonanie wyroku TK sprzed sześciu lat.

Istnieniu takiego porozumienia zaprzecza wicemarszałek z Lewicy Włodzimierz Czarzasty, który głosował za projektem. – Nie było żadnych politycznych konsultacji czy porozumień – zapewnia. A o ich braku może też świadczyć plan opozycji na Senat.

Teoretycznie wszystkie scenariusze w izbie wyższej są jeszcze możliwe. – Projekt musi trafić na posiedzenie Senatu zaplanowane na 21–23 lipca. Na posiedzeniu komisji każdy będzie mógł przedstawić swoje racje – relacjonuje senator niezależny Krzysztof Kwiatkowski, szef Komisji Ustawodawczej, która zajmie się projektem. O tym, jakie będzie tempo prac, nie mówi.

Nieoficjalnie wiadomo jednak, że Senat będzie się starał je przedłużyć, m.in. po to, by wezwać rząd do rozmów ze Stanami Zjednoczonymi i postawić PiS pod ścianą. Senat zapewne przyjmie też poprawki, które Koalicja Obywatelska próbowała wprowadzić jeszcze w Sejmie: dłuższe vacatio legis i zasadę, że nowych przepisów nie stosuje się do już trwających postępowań.

Z naszych rozmów wynika, że na razie nic nie wskazuje na to, by naciski Izraela i USA miały wpłynąć na plan przyjęcia ustawy przez PiS. Jej wejście w życie leżało więc będzie w rękach prezydenta Andrzeja Dudy. Ten nie zabrał jeszcze głosu w sprawie ustawy, jednak do zaangażowania Izraela odniósł się już szef jego gabinetu Paweł Szrot.

„Rzadko komentuję sprawy międzynarodowe, ale mam wrażenie, że Państwo Izrael uznało, że jest w takim punkcie na mapie i w historii, że nie potrzebuje przyjaciół na świecie. Trochę paradoksalne" – napisał na Twitterze.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ