Nie wiadomo nad czym i gdzie medytuje przywódca Korei Północnej. Ostatni raz widziany go publicznie 11 kwietnia, w czasie telewizyjnej transmisji spotkania notabli rządzącej partii komunistycznej. Następnego dnia nie pojawił się na ćwiczeniach swojej armii, która wystrzeliwała kierowane pociski rakietowe na wschodnim wybrzeżu kraju.

36-letni Kim Dzong Un zawsze obserwował odpalanie rakiet, jego nieobecność była pierwszą od czasu objęcia władzy w 2011 roku.

Zachodni eksperci podnieśli jednak alarm dopiero 15 kwietnia, gdy Kim nie przyszedł na obchody oficjalnego święta północnokoreańskiego Dnia Słońca, czyli rocznicy urodzin założyciela rządzącej dynastii Kim Ir Sena.

Oficjalnie w Pjongjangu nikt nie komentuje jednak jego nieobecności, ani nawet nie zwraca na nią uwagi.

W sąsiedniej Korei Południowej wydanie „Daily NK” tworzone przez uciekinierów z komunistycznej Północy poinformowało, że już 12 kwietnia Kim Dzong Un wyjechał ze stolicy do elitarnego szpitala Hyangsan, gdzie przeszedł „zabieg operacyjny sercowo-naczyniowy”. Operacja jednak miała pójść źle i Kim znajduje się w krytycznym stanie. Nieoficjalnie i anonimowo potwierdzili to urzędnicy w Waszyngtonie.

Ale oficjalnie i USA, i Korea Południowa zaprzeczają temu. Natomiast w Rosji wiceprzewodniczący parlamentarnego komitetu spraw zagranicznych Aleksiej Czepa powiedział, że w Korei „pewnie podejmowane są kroki, by uchronić lidera od epidemii koronawirusa”. – Dzieje się tak w wielu innych krajach – dodał. Ale jedynym znanym takim państwem jest Rosja, gdzie prezydent Putin wyjechał ze stolicy i przebywa w jednej ze swych podmiejskich rezydencji. Po Moskwie krążą uporczywe plotki, że Putin przesiaduje zamknięty w bunkrze na terenie posiadłości w Nowo Ogariewo.