To miała być dobra nowina. Ale na kilkadziesiąt godzin przed ogłoszeniem we wtorek przez rząd planu stopniowego znoszenia blokady życia społecznego staje się jasne, że kraj nie jest na to gotowy.

Najpierw testy. Rząd zapowiadał, że trzeba ich przeprowadzać co najmniej 200 tys. tygodniowo, aby skutecznie izolować zakażonych. Francja utknęła jednak na poziomie 50 tys., proporcjonalnie tyle, co Polska. I na razie nie ma widoku na więcej.

Jak Niemcy od dawna przeprowadzają ich 300 tys. tygodniowo i w każdej chwili mogą podnieść ten poziom do 700 tys.? – to pytanie, które teraz ciągle jest powtarzane w Paryżu.

Otwarcie szkół

Potem aplikacja Stop Covid, dzięki której Francuzi mają ustalić, czy przebywali obok osoby zakażonej: wciąż nie jest gotowa. W ten weekend w tygodniku „Le Journal du Dimanche" minister ds. cyfryzacji Cedric O przyznał, że „będzie musiała zostać przetestowana, ale wciąż nie wiemy jak". Ale zapewnił, że kraj nie skorzysta z systemu Google'a i Apple'a. – To kwestia suwerenności sanitarnej i technologicznej" – tłumaczył.

Dalej maseczki.

– Macron najpierw zapewniał, że noszenie ich w miejscu publicznym nie ma sensu, teraz twierdzi, że to niezbędne. Tylko że nie wiadomo, gdzie się w nie zaopatrzyć. Wyszło za to na jaw, że odziedziczony po Sarkozym magazyn 1,7 mld maseczek został zlikwidowany, gdy za Hollande'a Macron był ministrem finansów, a potem sam został prezydentem – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Thomas Pellerin-Carlin z paryskiego Instytutu Delorsa.

Kolejny punkt: szkoły. Prezydent, który cały czas twierdził, że kieruje się „naukowym rozpoznaniem", uważa, że powinny znowu funkcjonować 11 maja, przynajmniej dla rodziców, którzy tego chcą. Tyle że w opublikowanej w poniedziałek 42-stronicowej analizie Rada Naukowa przy premierze uważa, że to nierozsądne. – Wznowienie działalności przez szkoły spowoduje poważne przemieszczania się ludności, przy czym dla dzieci przestrzeganie oddalenia społecznego jest niezwykle trudne" – piszą eksperci.

Pellerin-Carlin: „Francuzi stracili zaufanie do prezydenta. Jego reelekcja nigdy nie była tak wątpliwa".

Sophie, nauczycielka w szkole podstawowej w Paryżu, poznała, co oznacza dziś złapać wirusa w Paryżu.

– Mieszkam sama. Gdy gorączka skoczyła do 40 stopni Celsjusza, miałam trudności z oddychaniem i bóle głowy, zadzwoniłam na pogotowie – opisuje w rozmowie z „Rzeczpospolitą". – Przyjechali, zbadali mnie i spytali, czy mam inne przewlekłe choroby. Gdy okazało się, że nie, uznali, że dopiero gdy będę w krytycznym stanie, pojadę do szpitala. Po dwóch tygodniach, kiedy minęło najgorsze, choć mam obowiązek pozostać w domu, musiałam wyjść, aby zrobić zakupy: nikt mi ich nie przyniesie. Na ulicy zatrzymali mnie policjanci, ale kiedy powiedziałem, że mam wirusa, odparli najwyraźniej przerażeni, żebym już szybko zrobiła te sprawunki i wracała.

Rząd jedności narodowej

W niedzielę Francja miała oficjalnie 22,8 tys. ofiar śmiertelnych, prawie cztery razy tyle, co ludniejsze przecież Niemcy. Jednak zdaniem „New York Timesa" i „Financial Timesa" prawdziwa liczba jest co najmniej o 1/3 większa: o tym świadczy śmiertelność w ostatnich tygodniach w porównaniu z minionymi latami.

Sygnał, w jakim stanie są oddziały intensywnej terapii we Francji, dał Europejski Związek Anestezjologów (REVA): jego zdaniem śmiertelność osób poddanych reanimacji z powodu koronawirusa sięga 30–40 proc., a nie 10 proc., jak twierdził rząd. Prawdziwy dramat, jak zresztą i w innych krajach, przeżywają też domy spokojnej starości. Tylko jedna z ich sieci, Korian, przyznała właśnie, że w jej placówkach z powodu pandemii zmarło 606 osób.

We wtorek, mimo protestów opozycji, plan zniesienia blokady przejdzie bez problemu: partia Macrona, La Republique en Marche (LREM), ma tu przytłaczającą większość. Ale to nie jest to, czego chcą Francuzi, skoro 71 proc. z nich (sondaż Ifop) domaga się powstania rządu jedności narodowej. Tak twierdzi nawet 62 proc. wyborców LREM.

– Macron jest pod wpływem Didier Raoulta, to jego Rasputin – uważa Sophie. Chodzi o uważanego przez wielu za szarlatana profesora chorób zakaźnych z Marsylii, który wierzy w magiczną moc chlorochininy w walce z wirusem i ogłosił już, że „w ciągu paru tygodni", jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, epidemia się rozpłynie, przynajmniej w Marsylii i szerzej Prowansji. 15 kwietnia prezydent odwiedził medyka i uznał, że „jest wielkim specjalistą". Ale Związek Lekarzy Francji zagroził, że zawiesi mu prawo do praktykowania.

Dlaczego Macron chce mimo wszystko znieść blokadę? Pellerin-Calerin nie ma wątpliwości, że chodzi o względy ekonomiczne. W ciągu ośmiu tygodni gospodarka straciła 35 proc. potencjału, a bezrobocie dotyka już 3,7 mln osób. Zdaniem prezydenta Francji nie stać na dalszą kwarantannę.