Sanae Takaichi zagrała pokerowo. Ledwie kilka tygodni po przejęciu sterów władzy ogłosiła przedterminowe wybory. To był krok wielce ryzykowny, bo jej partia PLD – osłabiona skandalami korupcyjnymi i drożyzną – pikowała w sondażach. Ale osobista popularność Takaichi uwiodła Japończyków.
– Mówi prosto z mostu, co myśli. I podejmuje szybko decyzje. To u nas nowe, bo do tej pory politycy owijali w bawełnę i unikali trudnych rozstrzygnięć, na które nie byli przygotowani wyborcy – mówi „Rz” Mayuko, 30-letnia mieszkanka Tokio.