Tradycyjne podejście do wielkiej strategii USA traktowało relacje sojusznicze jako kluczowy atut i mnożnik siły polityczno-militarnej. Jednak obecne podejście amerykańskiej administracji sprowadza te zobowiązania głównie do wymiaru transakcyjnego i ekonomicznego. Sprawia to, że kraje takie jak Japonia czy Korea Południowa muszą przygotować się na scenariusz, w którym amerykański parasol ochronny okaże się niewystarczający lub warunkowy. W efekcie w Azji Wschodniej narasta tendencja do „hedgingu” – zabezpieczania własnych interesów m.in. poprzez przełamywanie dotychczasowych tabu dotyczących broni jądrowej oraz rozwijanie autonomicznych zdolności do rażenia dalekiego zasięgu.
Czytaj więcej
Prezydent USA Donald Trump potwierdził w środę chęć spotkania się z przywódcą Korei Północnej Kim Dzong Unem, z którym „bardzo dobrze” się dogaduje...
Przewartościowanie gwarancji bezpieczeństwa i pakt z Mekki
Sytuację dodatkowo komplikują ograniczenia produkcyjne amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, który ma trudności z terminową realizacją kontraktów, co zmusza odbiorców do większej samowystarczalności. Podobne procesy przewartościowania strategii obronnych zachodzą na Bliskim Wschodzie, gdzie rosnąca niepewność co do amerykańskiego zaangażowania prowadzi do powstawania lokalnych koalicji, takich jak porozumienie Arabii Saudyjskiej, Turcji i Pakistanu.
Ekspert dr Marek Stefan z „Strategy & Future” zwraca uwagę na fundamentalną zmianę w filozofii amerykańskiego podejścia do państw sojuszniczych: „Donald Trump przede wszystkim postrzega sojusze jako koszt, a nie jako zasób. To kluczowa różnica, która odróżnia jego politykę i jego administrację od poprzedników. W ramach realizowanej od 1945 r. strategii prymatu sojusze były atutem, a partnerstwa zasobem i mnożnikiem siły. Tymczasem Trump patrzy na te relacje głównie jak na koszt, który Amerykanie ponoszą w związku ze swoim zaangażowaniem wojskowym, politycznym i przede wszystkim finansowym”.
Czytaj więcej
Przedstawiamy przegląd najważniejszych wydarzeń mijającej nocy: Donald Trump wstrzymał 50-proc. cła na Kanadę; w prawyborach w Stanach Zjednoczonyc...
Etiopia na rozdrożu
Mimo wyzwań związanych z odbudową po krwawej wojnie domowej w regionie Tigraj, Etiopia pozostaje jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek Afryki Subsaharyjskiej. Dynamiczny wzrost gospodarczy, prognozowany przez instytucje finansowe na poziomie około 7,9 proc. rocznie, idzie w parze z potężnymi inwestycjami infrastrukturalnymi i dążeniem do regionalnej dominacji. Jednocześnie władze w Addis Abebie muszą stawić czoła licznym napięciom wewnętrznym, problemom logistycznym oraz sporom międzynarodowym z sąsiadami.
Kluczowym elementem strategii gospodarczej państwa jest dążenie do uzyskania bezpośredniego dostępu do portów morskich. Uzależnienie od infrastruktury transportowej Dżibuti skłoniło Etiopię do podpisania memorandum z secesjonistycznym Somalilandem w sprawie dzierżawy pasa wybrzeża, co wywołało głęboki kryzys dyplomatyczny w relacjach z Somalią.
Czytaj więcej
Premier Donald Tusk porównuje kryzysy migracyjne w Hiszpanii i Polsce. Nie wiadomo, czy więcej w tym niewiedzy czy manipulacji.
Na to nakładają się trudne stosunki z Erytreą oraz spór z Egiptem wokół Wielkiej Tamy Odrodzenia na Nilu Błękitnym. Choć inwestycja ta dostarcza taniej energii i napędza m.in. szybką elektryfikację krajowego transportu, rodzi uzasadnione obawy Kairu o bezpieczeństwo wodne.
Równolegle do wielkich projektów państwowych kraj zmaga się z ogromnymi niedoborami i skrajnymi nierównościami społecznymi. W wielu odległych rejonach, zwłaszcza na południu, stabilność lokalnych społeczności pasterskich zależy od sprawności podstawowych usług i ochrony ich mienia. Polskie organizacje pozarządowe, wspierane m.in. przez środki MSZ, prowadzą na miejscu programy nakierowane na budowę długofalowej samowystarczalności, takie jak szkolenia dla lokalnych strażaków czy masowe akcje szczepień bydła.
Przedstawiciel Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, Jan Wysocki, w programie „Rzecz o geopolityce” podkreśla strategiczne znaczenie przekazywania wiedzy i budowania kompetencji na miejscu: „Pomoc rozwojowa i ekspercka jest niezwykle potrzebna. Rozwijający się kraj, oprócz funduszy, potrzebuje wykwalifikowanej kadry, która nie powstanie sama z siebie. Właśnie tu leży ogromna rola państw takich jak Polska, by nie dawać przysłowiowej ryby, ale wręczać wędkę”.