Reklama

Tragedia w Odessie: długie śledztwo, winnych brak

Uniewinnienie przez sąd prorosyjskich aktywistów doprowadziło do protestów i starć z policją.

Publikacja: 19.09.2017 18:49

Tragedia w Odessie: długie śledztwo, winnych brak

Foto: AFP

W poniedziałek sąd w ukraińskim Czarnomorsku uniewinnił 19 prorosyjskich aktywistów oskarżonych w sprawie tragedii w Odessie, do której doszło 2 maja 2014 roku. Wtedy w wyniku starcia pomiędzy proukraińskimi demonstrantami a prorosyjskimi separatystami zginęło 48 osób, a ponad 200 zostało rannych. Większość zginęła w pożarze siedziby związków zawodowych, w której zabarykadowali się zwolennicy Rosji.

Śledztwo w tej sprawie toczyło się od ponad trzech lat. Nikt nie poniósł odpowiedzialności za tragedię. Tuż po ogłoszeniu wyroku na salę sądową wkroczyli prokuratorzy i funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, którzy oskarżyli o separatyzm dwóch uniewinnionych zwolenników Rosji. Jeden z nich to rosyjski obywatel. Zostali ponownie aresztowani na sali, ale to nie uspokoiło proukraińskich demonstrantów, zbulwersowanych uniewinniającymi wyrokami. W wyniku starć z policją i Gwardią Narodową 35 mundurowych zostało rannych.

Odeski dziennikarz Serhij Dibrow stojący na czele grupy „2 maja" od początku obserwuje śledztwo w tej sprawie. „Z ponad 120 zatrzymanych przed sądem postawiono jedynie 22 osoby. Reszta w dziwnych okolicznościach znikła ze sprawy. A wobec pozostały brakuje dowodów. Korupcja i jeszcze raz korupcja" – napisał na swoim profilu w jednej z sieci społecznościowych. Jak twierdzi Dibrow, śledczy, którzy prowadzili sprawę, mieli jedynie za zadanie „sprzedać dowody jak najdrożej osobom zainteresowanym".

– Przedstawiciele tak zwanego rosyjskiego świata są niestety nadal obecni w każdej części Ukrainy, nawet we Lwowie. Są oni w strukturach mundurowych, a zwłaszcza w MSW. Sprawa odeskiej tragedii była sabotowana przez nich, jak i wiele innych spraw – mówi „Rzeczpospolitej" kpt. Ołeksij Arestowycz, kijowski analityk wojskowy.

Cytowany przez rosyjską telewizję Rossija 1 były szef odeskiej milicji Dmitrij Fuczedżi powiedział, że podczas tragicznych wydarzeń 2 maja 2014 roku wraz z innymi przedstawicielami służb mundurowych znajdował się na naradzie w gabinecie ówczesnego gubernatora obwodu odeskiego Wołodymyra Nemyrowskiego, który tuż przed tym został mianowany przez rewolucyjne władze w Kijowie. Fuczedżi twierdzi, że to gubernator kazał wyłączyć telefony i nie reagować na to, co się działo na ulicach miasta.

Reklama
Reklama

– Nie jest wiarygodny. Dobrze wiedział, co się dzieje, a po tamtych wydarzeniach od razu uciekł do Rosji – uważa Arestowycz.

Fuczedżi jest poszukiwany przez ukraińską prokuraturę. Podlegli mu funkcjonariusze nie reagowali, gdy prorosyjscy aktywiści próbowali utworzyć tak zwaną Odeską Republikę Ludową. Działo się to tuż po nieudanej próbie ogłoszenia „republiki" w Charkowie. W tym czasie brat Fuczedżi stał na czele MSW sąsiedniego, kontrolowanego przez Rosję Naddniestrza.

– Jednostki specjalne MSW z Naddniestrza wkroczyłyby do Odessy, gdyby separatystom udało się zająć budynek administracji. Lokalna milicja pozostałaby bierna – mówi Arestowycz. – Dzięki mobilizacji proukraińskich aktywistów Rosji nie udało się bardziej rozedrzeć Ukrainy – dodaje.

Polityka
Negocjacje ukraińsko-rosyjskie w Genewie. I znów fiasko
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Polityka
Co w USA sądzą o polityce imigracyjnej Donalda Trumpa? Ostrzeżenie dla prezydenta
Polityka
Wiceszef MON dla „Rzeczpospolitej”: Administracja Donalda Trumpa popiera program SAFE
Polityka
Jerzy Haszczyński: Europejscy obserwatorzy Rady Pokoju Donalda Trumpa. I bułgarskie zaskoczenie
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama