Zbigniew Ziobro po bardzo chwilami emocjonalnym wystąpieniu w Sejmie zrezygnował wczoraj z poselskiego immunitetu. – Z podniesionym czołem zamierzam stanąć przed sądem i bronić swoich racji. Prawda zwycięży – zakończył przy owacji na stojąco kolegów z PiS.
Wcześniej przez prawie półtorej godziny oskarżał Platformę i ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego. – Pod rządami PO przyszedł czas na procesy polityczne, na zemstę za walkę z korupcją – grzmiał.
– Pan poseł Ziobro żyje jeszcze w poprzednich czasach i nie potrafi patrzeć na rzeczywistość inaczej, niż wietrząc spiski – komentuje w rozmowie z „Rz” Zbigniew Ćwiąkalski.
Były minister sprawiedliwości przekonywał, że miał prawo udostępnić akta ze śledztwa w sprawie mafii paliwowej prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu. Prokuratura płocka jest innego zdania i stawia mu zarzut m.in. przekroczenia uprawnień. Oficjalnie ogłosi zarzuty, gdy otrzyma pismo od marszałka Sejmu potwierdzające, że Ziobro zrzekł się immunitetu.
Według Jarosława Kaczyńskiego decyzja Ziobry była błędem. – Lista posłów, którzy głosowaliby za uchyleniem jego immunitetu, mogłaby kiedyś służyć historykom jako lista hańby – oznajmił.
Politycy PO nie pozostali dłużni. Sebastian Karpiniuk w pierwszym komentarzu po wystąpieniu Ziobry stwierdził w TVN 24, że „gdyby żył on w słusznie minionych czasach, to byłby zdolnym enkawudzistą”. PiS złożyło na niego za to skargę do Komisji Etyki.
– Obłuda, hipokryzja i kłamstwo – skwitował wystąpienie Ziobry wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski (PO). Ale w kuluarowych rozmowach politycy PO wyrażali obawy: – Ludzie mogą to kupić.
Zdaniem 47 proc. badanych w sondażu GfK Polonia dla „Rz” wniosek o uchylenie immunitetu Ziobry był „zemstą polityczną”.