– Prezydentura Lecha Kaczyńskiego była bardzo polityczna i to usprawiedliwia takie rozważania – przekonywał w sobotę Schetyna w Radiu RMF FM. Dodał, że działalność obecnej głowy państwa „być może stworzy nowy model prezydentury w Polsce”.
Ta wypowiedź zelektryzowała opinię publiczną. Natychmiast odezwali się znawcy konstytucji prawnicy Piotr Winczorek i Ryszard Piotrowski, którzy zgodnie stwierdzili, że prezydentury nie można łączyć z kierowaniem partią, bo byłoby to złamaniem ustawy zasadniczej.
Innego zdania jest politolog konstytucjonalista Artur Wołek, który uważa, że pomysł PO jest możliwy do zrealizowania.
– W Polsce apolityczność prezydenta jest usankcjonowana jedynie zwyczajowo – mówi „Rz” Wołek. – Przy czym są to tylko pozory apolityczności.
O możliwości łączenia prezydentury z przywództwem w partii mówi się w PO od dawna. Sugerował to szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak w wywiadzie dla „Rz” już w grudniu 2008 r. Dlaczego właśnie teraz Grzegorz Schetyna publicznie poruszył tę kwestię? Według prominentnego polityka PO wicepremier chciał w ten sposób przeciąć spekulacje o tym, czy zastąpi Donalda Tuska na stanowisku szefa partii.
– Co prawda odrzucił od siebie ten gorący kartofel, ale wypowiedź sugerująca, że Tusk, nawet gdy zostanie prezydentem, chce trzymać kilka srok za ogon, może zaszkodzić premierowi – twierdzi rozmówca „Rz”.
Również Artur Wołek jest zdania, że wypowiedź Schetyny miała ostudzić nastroje wewnątrz partii.
– Po sukcesie w ostatnich wyborach w PO zapanował triumfalizm i skłonność do dzielenia stanowisk, które jeszcze nie zostały zdobyte – ocenia politolog. – Schetyna swoją wypowiedzią dał sygnał, że na razie jest za wcześnie na kadrowe spekulacje.