Audytorzy z Kancelarii Premiera w sierpniu sprawdzili, jak działa słynne jedno okienko, które miało ułatwić zakładanie firmy w Polsce.
Najkrótszy wniosek? Jedno okienko nie działa.
Przygotowane w 2008 r. przez Ministerstwo Gospodarki zmiany w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej miały m.in. usunąć konieczność składania wielu formularzy – w ZUS, Głównym Urzędzie Statystycznym, urzędzie skarbowym.
Zmiany zaczęły funkcjonować w marcu 2009 r. Ale – jak wytykają audytorzy – ograniczyły się jedynie do rejestracji, czyli do złożenia jednego kompleksowego formularza w jednym miejscu.
Resztę spraw i tak trzeba załatwić w innych okienkach, odwiedzić urząd skarbowy, by uzyskać numer NIP i zgłosić formę opodatkowania, załatwić formalności w ZUS, założyć konto bankowe dla firmy.
Co gorsza, w niektórych przypadkach procedura się wydłużyła (tak jest, gdy chcemy zarejestrować firmę w KRS) – krytykuje raport.
Dlaczego jedno okienko zakończyło się fiaskiem?
Kontrolerzy z Kancelarii Premiera wytykają, że błędy popełniono już podczas przygotowania projektu zmian w ustawie. Przepisy, które wprowadziły jedno okienko, uznali za "nieadekwatne do potrzeb przedsiębiorców i niezgodne z celami w Strategicznym Planie Rządzenia" – czytamy w wystąpieniu pokontrolnym skierowanym do wicepremiera Waldemara Pawlaka.
"Przyjęte rozwiązania spotykają się z uzasadnioną krytyką społeczną i nadal powodują negatywne postrzeganie Polski w zakresie wolności gospodarczej" – krytykuje Kancelaria Premiera.
Raport gani resort gospodarki za pospiesznie i źle przygotowany projekt zmian prawa. Wytyka brak odpowiednich analiz.
Ale PSL nie czuje się odpowiedzialne. – Waldemar Pawlak nie ma z tym nic wspólnego, zajmuje się innymi sprawami – mówi Mieczysław Kasprzak z PSL, wiceszef Sejmowej Komisji Gospodarki. – Pomysłodawcą był Adam Szejnfeld, były wiceminister gospodarki z PO – zaznacza.
Szejnfeld odszedł z resortu kilka miesięcy po uruchomieniu jednego okienka. Wczoraj nie udało nam się z nim porozmawiać.
– Odpowiedzialność ponosi cały resort. To, że wiceminister Szejnfeld zajmował się projektem, nie zwalnia wicepremiera Pawlaka z kontrolowania efektów, jakie przynosi praca jego ministerstwa – uważa Wojciech Saługa (PO) z Komisji Gospodarki.
Resort gospodarki broni się, zarzucając, że KPRM nie spieszyła się z zaakceptowaniem projektu i że kontrolerzy opierają się na niemiarodajnych badaniach.