Protestujący brali udział w liczącej kilka tysięcy osób demonstracji przeciwko rządom prezydenta kraju, Aleksandara Vucicia i jego Serbskiej Partii Postępowej (SNS). W czasie demonstracji domagano się zapewnienia wolności mediom jako warunku wolnych i uczciwych wyborów.

Dotychczas media publiczne bardzo skąpo informowały o antyrządowych protestach, które od grudnia odbywają się w Serbii w każdą sobotę.

- Przez ostatnie miesiące prosiliśmy tylko o jedno - aby pozwolono organizatorom protestu wypowiedzieć się w państwowej telewizji - mówił Bosko Obradovic, przewodniczący partii Dveri.

Wtargnięcie do budynku telewizji publicznej, do którego doszło w sobotę, to pierwszy taki przypadek w ciągu minionych 20 lat.

Protestujący skandowali "złodziej Vucic" w budynku telewizji.

Demonstrantów z gmachu telewizji usuwała - jednego po drugim - policja.

Szef MSW Nebojsa Stefanovic zapowiedział, że wszyscy, którzy wtargnęli do budynku telewizji, zostaną pociągnięci do odpowiedzialności.

Reuters przypomina, że ostatnim razem, gdy do gmachu państwowej telewizji wtargnęli uczestnicy antyrządowych protestów - w październiku 2000 roku - doszło do obalenia prezydenta kraju Slobodana Milosevicia.

Sobotni protest był zorganizowany przez koalicję Sojusz dla Serbii składającą się z 30 ugrupowań opozycyjnych i organizacji przeciwnych rządowi.

Vucic zapowiadał wcześniej, że nie ugnie się przed opozycyjnymi żądaniami w kwestii zmian prawa wyborczego i zwiększenia wolności mediów "nawet jeśli na ulice wyjdzie 5 mln osób". Zapowiedział jednak przedterminowe wybory.