Reklama
Rozwiń
Reklama

Jan Maciejewski: Wszyscy potrzebujemy sobie podotykać

Zaczęło się chyba od muzeów. Pousuwane barierki, tabliczki zakazujące dotykania eksponatów zamieniane na dotykowe ekrany. Nie da się jeszcze co prawda pogłaskać Giocondy po włosach, ale coś mi mówi, że wynalezienie odpowiedniej politury to tylko kwestia czasu. Potrzeba jest matką wynalazków, a przecież wszyscy potrzebujemy sobie podotykać. Jeżeli coś jest za szybą, to jakby nie istniało. Gorzej, obraża nas swoją niedostępnością, stwarza niepotrzebny dystans, uważa się za coś lepszego od nas. Ale jeśli tylko tego dotknąć, w demokratycznym odruchu zrzucić z piedestału, ściągnąć do naszego świata i poziomu, okaże się po prostu kawałkiem płótna lub kamienia. Przestanie być dziełem, będzie już tylko przedmiotem.
Jan Maciejewski: Wszyscy potrzebujemy sobie podotykać

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Gesty, wbrew temu co się o nich powszechnie sądzi, rzadko kiedy bywają puste. Nawet te najprostsze z nich, jak trzymanie rąk przy sobie, mają w sobie coś z zaklęcia. Ale takiego, które zamiast na swój obiekt, działa na tego, który je rzuca. Dłoń po pocałunku jest wciąż tym samym, czym była przed nim. To ten, który go złożył, stał się właśnie dżentelmenem.

Pozostało jeszcze 86% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama