Reklama

Najbardziej przejmująca scena „Nieba nad Normandią” rozgrywa się daleko od pola bitwy

„Niebo nad Normandią” przekonuje, że dojrzałość zaczyna się tam, gdzie ekspert potrafi nazwać granice własnej wiedzy.
„Niebo nad Normandią”, reż. Anthony Maras, dystr. Kino Świat

„Niebo nad Normandią”, reż. Anthony Maras, dystr. Kino Świat

Foto: materiały prasowe

Najbardziej przejmująca scena batalistyczna w „Niebie nad Normandią” rozgrywa się przy stole. Nie ma huku dział ani szturmu na plażę. Są mapy, izobary i ludzie, którzy próbują przewidzieć zachowanie chmur nad kanałem La Manche. Anthony Maras opowiada o przygotowaniach do lądowania w Normandii z perspektywy szkockiego meteorologa Jamesa Stagga. Kino zna już tę historię oczami generałów i piechurów. Tutaj wojna zależy od wiedzy człowieka niemającego prawa do wydawania rozkazów. Jest czerwiec 1944 r. Dwight D. Eisenhower musi zdecydować, czy rozpocząć operację Overlord 5 czerwca. Jego zaufany amerykański prognostyk Irving Krick obiecuje dobre warunki. Stagg widzi w danych załamanie pogody i ostrzega, że desant zakończy się rzezią. Spór nie dotyczy wyłącznie ciśnienia i kierunku wiatru. Krick wierzy w analogie: skoro podobny układ w przeszłości przynosił słońce, historia powinna się powtórzyć. Stagg odpowiada, że natura nie ma obowiązku respektować ludzkich wzorów. Tak „Niebo nad Normandią” staje się aktualnym dramatem o różnicy między pewnością siebie a kompetencją. Najbardziej niebezpieczny ekspert nie musi kłamać. Wystarczy, że mówi władzy dokładnie to, co ta pragnie usłyszeć.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama