Polityka niemiecka jest właściwie na wakacjach, Bundestag wróci do obrad 7 września. Ale wielu polityków, analitycy, prawnicy, publicyści pracują na pełnych obrotach. Bo dzień przed tym powrotem, 6 września, dojdzie do wydarzenia, które może wstrząsnąć krajem. Wtedy skrajnie prawicowa, izolowana przez inne partie Alternatywa dla Niemiec (AfD) wygra w Saksonii-Anhalt, niewielkim landzie na wschodzie. Sondaże pokazują, że wygra zdecydowanie. Nie wiadomo tylko, czy będzie to zwycięstwo zapewniające AfD rządzenie. Taki rząd byłby rewolucją w najważniejszym państwie UE. Landy nie prowadzą polityki zagranicznej, ale cała Europa odczułaby skutki pojawienia się takiego rządu, bo na Saksonii-Anhalt skupiłyby się całe Niemcy. To byłby temat numer jeden na najbliższe miesiące, albo i lata, bo następne wybory do Bundestagu, w których po raz pierwszy mogłaby wygrać AfD (zgodnie z obecnymi sondażami wygrałaby bez problemu), powinny się odbyć do wiosny 2029 r. Po drodze możliwe jest wiele wariantów. Z tych najważniejszych pierwszy to pogodzenie się części mainstreamu z AfD, czyli porzucenie jej izolacji i przyswojenie kolejnych punktów jej rewolucyjnego programu, który najkrócej można streścić: Niemcy mają znowu i z dumą być niemieckie. Każdy sam może pospekulować, co to znaczyłoby np. dla Polski.