Dla nikogo zainteresowanego, również dla Ministerstwa Edukacji Narodowej, do którego skierowałem pytania w tej sprawie, nie jest tajemnicą niepokojący wzrost liczby wystawianych przez poradnie psychologiczno-pedagogiczne opinii o specyficznych trudnościach w uczeniu się (np. dysleksji rozwojowej) u uczniów polskich szkół. W internecie łatwo można znaleźć dane pokazujące, że kiedy w 2008 r. opinię o dysleksji miało niecałe 10 proc. dzieci przystępujących do egzaminów gimnazjalnych, tak w roku 2013 ich liczba wzrosła do 11 proc., a do egzaminów ósmoklasisty aż 16 proc. uczniów przystąpiło z opinią o dysleksji. Według danych CKE, w 2024 r. już 20 proc. dzieci, które podeszły do tego egzaminu, miało taką opinię. W przypadku matury już w 2023 r. jeden na czterech uczniów miał stwierdzoną dysleksję rozwojową. Stan na rok 2026 jeszcze nie jest znany, ale obserwując trend, można te dane z dużym prawdopodobieństwem przewidywać. Jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy? Jak temu zaradzić? Wreszcie, jaka może czekać nas w związku z tym przyszłość? To są pytania, które należy sobie dziś stawiać.