Przywykliśmy – ci, co uznają teorię ewolucji za wyjaśnienie, dlaczego i mniej więcej jak rozwijało się życie na Ziemi – wspierać się w codziennym myśleniu przekonaniem, że „przetrwają najlepiej przystosowani”. Jest ono proste do zapamiętania, ale nieco trudniejsze do przyjęcia – dlaczego bowiem miałyby się nadal utrzymywać w populacji dysfunkcje i nienormatywności, skoro niosący je ludzie są najczęściej gorzej przystosowani? Ewolucja szlifuje podstawowo konkretne zestawy genetyczne opakowane w komórki tworzące organizmy w ten sposób, że organizmy przez nią wyselekcjonowane zostawiają więcej płodnego potomstwa – ich genetyczny format utrwala się w populacji. Jak zatem doszło do tego, że częstość występowania zaburzeń ze spektrum autyzmu wynosi według szacunków WHO 1 proc. globalnej populacji – w UE to jest 1-2 proc., w USA 3,2 proc. Gdzie tu przewaga?