Reklama

43 min. 22 sek.

Koniec „Stranger Things” – dlaczego stylistyka retro rządzi serialami i filmami

Serial „Stranger Things” udowodnił, że nostalgia za latami 80. i 90. to nie tylko trend – to głębokie pragnienie powrotu do czasów, gdy jasny podział świata na dobrych i złych wydawał się oczywisty. Kiedy Łukasz Adamski, krytyk filmowy, rozmawia o tym, co naprawdę kryje się za retromanią, okazuje się, że to jest o wiele bardziej złożone niż tylko filtry VHS.

Publikacja: 23.01.2026 18:00

Od „Stranger Things” po „Yellowstone”, od amerykańskich lat 80. do lat 90. w Polsce – retro nieustannie powraca na ekrany. Ale to nie tylko zwykła nostalgia. To znak czasów, w których świat stał się zbyt skomplikowany, by dał się znieść w swojej zwykłej formie. Okazuje się, że Hollywood i platformy streamingowe wcale nie chcą nam pokazać przeszłość taką, jaka była. Raczej sprzedają nam otuchę i nadzieję, że tak właśnie wyglądała. I tak powinniśmy ją zapamiętać. Wszyscy to kupują. Gościem Darii Chibner był Łukasz Adamski – krytyk filmowy, publicysta

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Dlaczego wielkie nagrody ignorują box office? Oto odpowiedź

40-latkowie kupują lata 80.

Łukasz Adamski wskazuje na prosty mechanizm. Pokolenie, które wychowało się na kasetach VHS i filmach Stevena Spielberga, teraz ma pieniądze. Zarabiamy, więc kupujemy figurki ze swoich ulubionych seriali, koszulki z napisami, wszystko, co łączy nas z dzieciństwem. To nie przypadek, że „Stranger Things” pojawił się dokładnie wtedy, gdy pokolenie 40-latków osiągnęło szczyt swoich zarobków. Ale pytanie brzmi: czy marketingowcy najpierw zrozumieli, że potrzebujemy nostalgii, czy też może sami twórcy, którzy wychowali się na tamtych filmach, a teraz sami robią filmy i seriale, po prostu opowiadają historie, które znają najlepiej?

Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Adamski uważa, że obie rzeczy spotkały się w połowie drogi. Nie należy też zapominać o różnicy między USA a Polską. Nasze lata 90. są czymś zupełnie innym dla Amerykanów. My na „Dzikim Wschodzie” zmagaliśmy się z transformacją ustrojową, a oni triumfowali po zimnej wojnie.

Czytaj więcej

Serial „Mroki Tulsy” to mieszanka, której nie powstydziliby się bracia Coen
Reklama
Reklama

Stylistyka retro nie może istnieć bez polityki

Łukasz Adamski zauważa, że zwycięstwo Donalda Trumpa nie jest oderwane od tego, że przez dekady Amerykanie oglądali filmy pokroju „Rambo”, „Rocky'ego”, czy nawet „Niezniszczalnych” – produkcje, gdzie maczyzm, siła fizyczna i patriotyzm były jedynymi wartościami, które się liczą. Ronald Reagan, prezydent, który rozumiał wartość popkultury, wykorzystywał ten wizerunek do swoich celów politycznych. Dziś Donald Trump sam jest postacią z popkultury, a jego styl bazuje na reaganowskim archetypie „twardego Amerykanina”.

Ale jest w tym coś bardziej fundamentalnego. W latach 80. świat był podzielony na jasne kategorie: Rosjanie – źli, Chińczycy – źli, Amerykanie – dobrzy. Dziś żyjemy w chaosie, gdzie nic nie jest jasne. Retro oferuje nam ucieczkę. I „Stranger Things” pokazuje Rosjan jako tych złych – to znowu czyni świat zrozumiałym. Dla ludzi zmęczonych współczesnością ten powrót do prostoty jest niejako narkotyczną pociechą.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Trump dołączeniem Grenlandii pogrzebałby międzynarodowy porządek

Kino przetrwa, ale nie tak jak myślimy

Łukasz Adamski przyznaje, że nie wierzy przesadnie w teorię Jamesa Camerona na temat tego, że przetrwają wyłącznie wielkie spektakle. Porażka finansowa „Dzikiego” Macieja Kawulskiego dowodzi, że publika nie pójdzie na coś do IMAX-u tylko dlatego, że jest to droga produkcja. Natomiast na seansach klasyki – choćby na „Szczękach” lub „Łowcy jeleni” – sale się zapełniają. Ludzie przychodzą, nie wyjmują telefonów. To jest coś więcej niż film – to doświadczenie wspólnoty, wspólnego zanurzenia się w doświadczeniu kulturowym.

Jednocześnie pojawia się w Polsce nowe pokolenie filmowców, którzy wychowali się na blokowiskach, w rzeczywistości transformacji, w czasach problemów, których ich poprzednicy woleli nie dostrzegać. Reżyserzy tacy jak Piotr Domalewski patrzą na lata 90. inaczej – nie z nostalgią, ale z empatią i zarazem krytycznie. To może być początek nowego retro – ale tym razem szczerszego, bardziej uczciwie osądzającego ówczesny czas.

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama