Fragment książki Michaela Morrisa „Plemienni. Jak instynkty kulturowe mogą nas łączyć” w przekładzie Tadeusza Chawziuka, która ukazała się nakładem wydawnictwa CC Press, Kraków 2025
Szampania we Francji przedstawia się jako kolebka produkcji wina. Tablice informują turystów, na których zboczach Rzymianie przed dwoma tysiącami lat sadzili winorośl. Mnich Dom Pérignon udoskonalił techniki zbioru i wyciskania winogron. Domy takie jak Veuve Clicquot przypominają, że butelkowano w nich bąbelkowe wino od czasów przedrewolucyjnych. Sącząc wino, smakujemy tę czcigodną tradycję. Na świecie jest wiele win musujących, ale ta uświęcona czasem historia uzasadnia pierwszorzędny status szampana – oraz jego wysokie ceny.
Produkcja wina sięga jednak znacznie wcześniejszych czasów. Niedawno rząd Gruzji przeprowadził badania archeologiczne w regionie znanym z produkcji wina, które doprowadziły do odkrycia kwewri (glinianych amfor o jajowatym kształcie, które wykorzystuje się do fermentacji) z pozostałościami wina sprzed ośmiu tysięcy lat. UNESCO przyznało Gruzji certyfikat potwierdzający ten wkład do światowego dziedzictwa kulturalnego. Od tego momentu bujnie rozwijają się przemysł winny i turystyka. Choć Gruzini wcześniej wiedzieli, że mają dobre wino, te sygnały dawności natchnęły producentów wina nowym poczuciem celu i dały klientom powód do głębszego oddania. Metoda kwewri jest jedną z najstarszych tradycji epikurejskich ludzkości.
Długowieczność znaczy jakość
Nie tylko jednak regiony winne starają się udokumentować swoje czcigodne historie. Najstarszy amerykański bank, Bank of New York Mellon, wykorzystuje znane wizerunki swego założyciela Alexandra Hamiltona. W Paryżu restauracja La Tour d’Argent drukuje rok swego założenia – 1582 – na kartach dań, talerzach, a nawet popielniczkach. Firma budująca świątynie Kongo Gumi z Osaki pokazuje trzymetrowy zwój z wykazem kolejnych synów, którzy stali na jej czele od 578 roku. Marki te sygnalizują, że stanowią stały element krajobrazu kulturowego, instytucję uświęconą czasem.
Czytaj więcej
Wszelkie „ludowe” i „tęczowe” historie Polski mają swoje znaczenie, ale żyją w czasie teraźniejszym. Kiedy zostaną zapomniane, nasza zbiorowa opowi...
Dlaczego konsumenci cenią długą genealogię? Według racjonalistycznej interpretacji po prostu wnioskują o jakości na podstawie długowieczności. Przedsiębiorstwo nie przetrwa długo, jeśli traci pieniądze depozytariuszy, serwuje zepsute potrawy lub buduje liche gmachy, a zatem długie istnienie musi oznaczać wysoką jakość. Niewątpliwie takie wnioskowanie ma znaczenie dla atrakcyjności czcigodnych tradycji, ale ludzie wolą dawny rodowód nawet wtedy, gdy wybierają spośród opcji, które przeszły pomyślnie próbę czasu. Psychologowie Scott Eidelman i Chris Crandall wykazali, że terapia akupunkturą otrzymywała 20 procent wyższe oceny, gdy w reklamach podkreślano wielosetletnią tradycję w porównaniu z kilkudziesięcioma latami. W obu przypadkach terapia została gruntownie przebadana i jej atrakcyjność okazała się wyższa, gdy mogła się pochwalić historią sięgającą głębiej w przeszłość. Co brzmi bardziej intrygująco: rytuał z 1996 roku czy rytuał z 1669 roku? Przypuszczam, że większość z nas wybrałaby terapię uświęconą czasem.
Kiedy uczestniczymy w długowiecznej instytucji, mamy poczucie sensu, które wykracza poza cele praktyczne. Często odczuwamy głęboki szacunek i najwyższy podziw. U ich podłoża leży przeżycie łączności z przodkami, którzy podejmowali takie same działania w zupełnie innej epoce. Osoby, o które chodzi, nie muszą być naszymi przodkami w sensie genetycznym; mogą być przodkami kulturowymi w plemionach, z którymi się utożsamiamy (czy będą to mieszkańcy Pekinu, buddyści, czy entuzjaści akupunktury). Nasza egzystencjalna potrzeba ciągłości plemiennej znajduje oparcie w postaci precedensów sięgających wiele pokoleń wstecz, gdyż stanowią one znamię tradycji, o których mamy wszelkie prawo sądzić, że przetrwają jeszcze wiele pokoleń.
Nasza wynikająca z instynktu przodków skłonność do przedłużania uświęconych czasem tradycji wzbogaca nasze życie, ale może również powodować, że będziemy łatwowierni i podatni na manipulację. W pewnym badaniu konsumenckim uczestnicy, którzy próbowali marki czekolady sprzedawanej od zaledwie paru lat, uznali ją za mdłą i nieatrakcyjną, podczas gdy inna grupa oceniła tę samą czekoladę jako smaczną i ciekawą… po tym, jak usłyszała, że marka ta istnieje od pokoleń. Rynek wina jest pełen oszustw, gdy na przykład nowy produkt sprzedaje się pod starymi etykietami lub gdy wino ze zwykłych winogron przypisuje się starożytnej winorośli albo tradycyjnym terenom uprawy. (Ocenia się, że 20 procent sprzedawanego wina jest w takim lub innym sensie podróbką). Jedną z przyczyn tego zjawiska jest to, że miłośnicy wina doświadczają złożonych nut smakowych, gdy nalewają je z butelki opatrzonej wykwintną etykietą, nawet jeśli chodzi o zwykły bełt. W podobny sposób kolekcjonerzy sztuki i antyków dają się nabrać na falsyfikaty; nadmierny szacunek rozbraja ich ostrożność. Nie rozumiemy, skąd pochodzi nasza przyjemność, z tego samego powodu, dla którego uwodzą nas opowieści o Dniu Dziękczynienia Pielgrzymów.
Gotyckie wieże Uniwersytetu Oksfordzkiego przypominają o jego dwunastowiecznych początkach. Zachęcają studentów do tego, by wstąpili w ślady minionych pokoleń uczonych. Nawet banalny wykład może sprawiać wrażenie głębokiego, gdy sala wykładowa liczy kilkaset lat. Uniwersytet Chicagowski wzniósł swój kampus w 1890 roku w stylu gotyckim, aby zaznaczyć swoje powinowactwo z Oksfordem (i być może, aby „pokonać w starożytności” osiem kampusów ze Wschodniego Wybrzeża z ich czerwonoceglaną architekturą z epoki kolonialnej). Podobnie w 1878 roku zbudowano w tym stylu katedrę Świętego Patryka w Nowym Jorku, aby zasygnalizować ciągłość ze średniowiecznymi bazylikami w Europie, które znali parafianie imigranci. Świątynia w Salt Lake City z 1893 może się wydawać wyjątkiem, gdyż nie istnieją średniowieczne mormońskie arcydzieła, do których jej gotycki styl byłby nawiązaniem. To jednak wyjątek potwierdzający regułę. Przywódcy bardzo dobrze wiedzieli, że „mormonizm nie może poszczycić się uprawomocniającą jakością starożytności. Ponieważ narodził się w czasach współczesnych, jego teologia i historie o świętych mogą wydawać się dziwniejsze niż w starszych religiach zatopionych w przeszłości”. Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich może się wydawać niektórym Amerykanom nieco zbyt „nowinkarski”, dlatego celowo podkreśla ciągłość ze starszymi nurtami tradycji judeochrześcijańskiej.
Sygnalizacja inspiracji odległą przeszłością nie stanowi jedynie sztuczki marketingowej mającej przyciągnąć klientów. Jest to także środek legitymizacji, który wzmacnia lojalność względem grupy i jej liderów. Możemy sądzić, że zagadnienie legitymizacji prezydentów Stanów Zjednoczonych jest czymś nowym, musimy pamiętać jednak, że Lincoln zdobył mniej niż 40 procent głosów wyborców i przejął władzę, gdy niemal połowa stanów dokonała secesji, a wiele pozostałych było głęboko podzielonych. To, że powołał się na tradycję sięgającą pierwszych osadników amerykańskich, przydało mu powagi osobistości o znaczeniu historycznym i zapewniło akceptację dla jego planów zjednoczenia narodowego.
Wymyślone tradycje
Niewiele jest zwyczajów, które wydają się tak stare jak rytuały otaczające brytyjską monarchię. Sądzi się, że na przykład zmiana warty przed pałacem Buckingham jest pozostałością pradawnego protokołu, lecz w rzeczywistości wiele z tych rzeczy wprowadzono niedawno – gdy gwałtowna industrializacja wzbudziła nostalgię za przeszłością. Po zakłóceniach ciągłości w dynastii, takich jak zmiana nazwy na Windsor w 1917 roku lub abdykacja króla Edwarda w 1936 roku, monarchia wzmocniła sygnały dawnego precedensu w swoich rytuałach. Śluby zaczęto odprawiać w opactwie westminsterskim po raz pierwszy od pięciuset lat. Uroczystości koronacyjnej przydano archaicznej pompy w postaci starożytnych mieczy i jabłek. Historyk Eric Hobsbawm nazwał to „wymyślonymi tradycjami” – nowymi rozwiązaniami nowych problemów, które przedstawia się jako stare.
Tradycje – wymyślone lub nie – wciąż mają ogromną zdolność uwodzenia. Japoński mit głosi, że Jimmu, potomek bogini słońca i boga burzy, przybył w dawnych czasach, aby zostać pierwszym cesarzem. Święto Kigensetsu przypomina o jego wstąpieniu na tron za pomocą procesji z bębnami, deklaracji o boskim rodowodzie i rytualnej prezentacji wizerunku. Pozornie przeżytek czasów pierwotnych, w rzeczywistości święto Kigensetsu ustanowiono dopiero w 1872 roku w okresie restauracji Meiji (gdy grupa arystokratów postanowiła osłabić władzę regionalnych szogunów, a wzmocnić władzę cesarza, stwarzając monarchię konstytucyjną, która byłaby w stanie obronić kraj przed kolonizacją). Wcześniej wstąpienie Jimmu na tron cesarski należało do folkloru, ale teraz oficjalni historycy opublikowali „dowody” pozwalające na ustalenie dokładnej daty (11 lutego 650 roku p.n.e.) i miejsca (Nara). Zwolennicy imperium budowali posągi i świątynie w starożytnym stylu, które wyglądały tak, jakby stały od zawsze. Gromadzono się 11 lutego, aby upamiętniać najwcześniejszego przodka. W końcu sformalizowano święto mocą dekretu, który nakazywał każdej wiosce obchodzenie Kigensetsu w wyznaczonym dniu i w wyznaczony sposób. Jak pisał francuski socjolog Maurice Halbwachs, zbiorową pamięć da się tworzyć za pomocą wydarzeń „upamiętniających” – które często związane są z pomnikami, przemowami i grupowym wspominaniem.
Może wydawać się paradoksem, że modernizatorzy promowali starożytnego półboga. Rozumieli jednak plemienną moc dawności. Im starsza dynastia w umysłach ludzi, tym większa ich cześć dla tradycji i szacunek dla cesarza Meiji, a tym samym dla reszty jego reżimu. I rzeczywiście, zgodnie z planem restauracja Meiji wywołała szybką industrializację i militaryzację kraju w kolejnych dekadach. Zauważmy, że tradycja święta Kigensetsu została ukształtowana w takich samych krokach jak Dzień Dziękczynienia – legenda o odległych przodkach stała się prawdą historyczną, przeszła w rytuał i uległa sformalizowaniu w postaci święta. Działo się to w tym samym czasie, w którym Garibaldi wykuwał włoską tożsamość narodową – jednocząc przez długi czas podzielone księstwa – odwołując się do historycznej pamięci o starożytnym Rzymie. W całym świecie dziewiętnastowieczni twórcy tożsamości narodowych wspierali swoje plany odwołaniami do odległych przodków, prawdziwych lub wyobrażonych. (…)
Diamenty są wieczne
Ceremonia immatrykulacyjna aktywuje kody zawodowe dla studentów medycyny. Grecka przysięga sugeruje tradycję ciągnącą się nieprzerwanie od Hipokratesa, ojca zachodniej medycyny. W rzeczywistości przysięga ta nie była częścią kształcenia lekarskiego przez większość stuleci; została przyjęta we współczesnych czasach, gdy lekarze chcieli oddzielić się od upuszczaczy krwi i golibrodów i potrzebowali wybitnego poprzednika. Mniej więcej w tym samym czasie towarzystwa lekarskie zapożyczyły także od naukowców biały kitel. Uroczystość, w której odgrywają ważną rolę zarówno przysięga, jak i biały kitel, została wprowadzona dopiero w 1993 roku, ale szybko się upowszechniła i obecnie odprawiana jest w wielu miejscach z niemal religijną powagą. Tradycje często nie są tak starożytne, jak się utrzymuje.
Nawet nieskłonne do sentymentalizmu zawody budują w ten sposób swoje tradycje. Międzynarodowy Dzień Księgowości jest nieoficjalnym świętem promowanym przez stowarzyszenia zrzeszające przedstawicieli zawodu. Przypada 10 listopada, gdy w 1494 roku włoski matematyk Luca Pacioli wydał książkę, w której rozważał zagadnienia prowadzenia ksiąg handlowych. Gdy uczony, a potem bankowiec Alfred Winslow Jones wymyślił fundusz hedgingowy – z jego dwu-i dwudziestoprocentową stawką opłat, powołał się na praktykę fenickich kapitanów, którzy pobierali stałą opłatę oraz jedną piątą zysku w przypadku szczęśliwej podróży morskiej. Ludzie będą mieli mniej oporów przed skalpelem lub słoną opłatą, gdy zostaną one przedstawione jako część uświęconej czasem tradycji – nawet jeśli związek z przeszłością bywa dyskusyjny.
Podobnie korporacje twierdzą, że ich produkty mają precedensy u starożytnych, szczególnie jeśli w innym wypadku trudno byłoby je uzasadnić. Kiedy na początku XX wieku bezprecedensowe odkrycia doprowadziły do nadprodukcji diamentów, De Beers musiał gwałtownie zwiększyć popyt. Przedtem pierścionki zaręczynowe miały szafiry albo w ogóle były pozbawione kamieni szlachetnych. Pierścionki z diamentami widywane były jedynie na palcach członków rodzin królewskich lub bezwzględnych milionerów. De Beers zaprojektował prawdziwą kampanię propagandową, aby zmienić tę kulturową tradycję otaczającą diamenty. Obejmowała ona reklamy drukowane i radiowe, wykłady w szkołach i na targach, artykuły w gazetach i czasopismach. „Biuro Informacji o Diamentach” wydawało badania historyczne, które dowodziły (z niejaką przesadą), że diamenty nosili starożytni Hindusi, Grecy i Rzymianie; że pierścionki z diamentami były uważane za symbol ślubowania małżeńskiego przez możnych takich jak Karol V, znana z wierności głowa Świętego Cesarstwa Rzymskiego; że opiewano je w dawnej poezji: „Dwie chęci, dwa serca, dwie namiętności / W małżeństwie złączone przez diamentowy pierścionek”. Ten grad symboli precedensu dotyczących pierścionków z diamentem odcisnął piętno na Amerykanach po II wojnie światowej. Wybór pierścionka stał się rytuałem dla przyszłych panów młodych, a większość panien młodych miała taki na palcu, idąc do ołtarza. Nie minęło jedno pokolenie i ludzie zaczęli wierzyć, że tak było zawsze. Kampania trwa do dziś: „Diamenty są wieczne”.
Przekręcanie historii, aby sprzedawać produkty, w ostatnich latach jeszcze się nasiliło. Sklep wellness Goop należący do Gwyneth Paltrow reklamował „jaja jadeitowe” jako „pilnie strzeżoną tajemnicę chińskiej rodziny cesarskiej w starożytności”, której używały konkubiny do pobudzania układu hormonalnego i wzmacniania mięśni. Sklep musiał zapłacić karę pieniężną, gdy wyszło na jaw, że zarówno historyczne, jak i medyczne twierdzenia są fałszywe. Co jednak ciekawe, klienci nadal chcą jaj jadeitowych.
Shinola to nazwa firmy produkującej zegarki, z siedzibą w Detroit, która podkreśla swoją nostalgiczną wiarę w umiejętności amerykańskiego pracownika. Zdobyła wiele nagród za autentyczność marki. W rzeczywistości jednak nie produkuje zegarków w Stanach Zjednoczonych i nie ma żadnego związku z historyczną marką pasty do butów unieśmiertelnioną przez powiedzenie z okresu II wojny światowej: „Ty byś nie odróżnił shitu od Shinoli”. Podobnie jak fikcyjni bohaterowie mogą być inspirującymi przykładami do naśladowania, zmyślone historie mogą być przekonującymi tradycjami. Znawcy amerykańskiego folkloru protestowali, gdy okazało się, że klasyczna historia o drwalu Paulu Bunyanie została wymyślona przez pracownika reklamy pewnej firmy drzewnej. Gdy jednak uczeni zrozumieli, że wiele opowieści ludowych zostało ukształtowanych przez organizacje, rządy, a nawet autorów antologii (np. braci Grimm), przestali kreślić wyraźną linię oddzielającą prawdziwy folklor od podrabianego.
Niekiedy źródła produktu, profesji lub planu nie mają wiele wspólnego z powodami, dla których je wybieramy, ale kiedy lubimy indyka, żurawinę, gruzińskie wino lub jaja jadeitowe, historyczne odwołania mogą istotnie zwiększać ich atrakcyjność. Dla naszego mózgu z wbudowanym instynktem przodków związki z odległą przeszłością użyczają działaniom znaczenia i prawomocności. Choć nie zawsze świadomie rozważamy relacje z przeszłością, postrzegamy tradycyjne działania jako pociągające, przeobrażające i jednocześnie dające otuchę. Odniesienia do dawnych czasów, nawet niepewne, wzmacniają nasze zainteresowanie działaniem i zaufanie do powiązanych organizacji oraz ich liderów. Dlatego właśnie politycy, profesjonaliści i biznesmeni okrywają swoje obecne plany płaszczem odległej przeszłości.
Tytuł i śródtytuły od redakcji