Gdy kilka dni temu jechałem przez Jerozolimę do Knesetu, siedziby izraelskiego parlamentu, miasto niemal całkowicie hałaśliwie zamarło. Wszystkie główne ulice utknęły w gigantycznych korkach. Im bliżej byliśmy miejsca docelowego, tym korki stawały się gęstsze. W pewnej chwili stało się jasne, że przechodzi naraz kilka różnych manifestacji. Jedni, jak codziennie od półtora roku, domagali się uwolnienia zakładników porwanych przez Hamas 7 października 2023 roku i żądali, by państwo wstrzymało kolejną operację lądową w Gazie, a zaczęło negocjować wypuszczenie przetrzymywanych Izraelczyków. Inny – i chyba największy – protest wzbudziła jednak informacja o tym, że premier Beniamin Netanjahu chce zwolnić Ronena Bara, szefa służby bezpieczeństwa Szin Bet. Protestowano więc z różnych powodów, ale obiektem protestu był jeden człowiek – premier Netanjahu.