Nie chciałbym wyjść na nowe wcielenie bohatera mrożkowskiej „Monizy Clavier”, wykrzykującego, że zęby „o tu, wybili, panie, za wolność wybili!”, ale tym razem muszę opisać swoje rany. Był rok 2007, kiedy w Polsce było jeszcze z grubsza normalnie. Dziennikarze, dla przykładu, nie mylili swojej pracy z działalnością polityczną. Opublikowałem wtedy w „Newsweeku” felieton, w którym opisałem pogłoski na temat obaw Ryszarda Kapuścińskiego przed ujawnieniem agenturalnej przeszłości. Od wielu osób słyszałem, że właśnie ten strach zabił pisarza.