Reklama

„Zbrodnie po sąsiedzku”: Kryminał, bajka, podcast

Dobiegł końca czwarty sezon „Zbrodni po sąsiedzku”, uroczego kryminału o Nowym Jorku, i są dwa wyjścia. Albo seria odkryła, czym jest naprawdę, albo się wyczerpała.
„Zbrodnie po sąsiedzku”: Kryminał, bajka, podcast

Foto: mat.pras.

Wszystko zależy od tego, czego spodziewamy się po kolejnym sezonie, bo wiadomo już, że ten nastąpi. Jeżeli niczym inżynier Mamoń oczekujemy tego, co już znamy, to będziemy zadowoleni. Jeżeli jednak wolimy nowości, to można poczuć się rozczarowanym. Czwarty sezon „Zbrodni po sąsiedzku” jest bowiem niczym serial, w którym grał przez lata jeden z bohaterów „Zbrodni…”, Savage – długim, powtarzalnym, ale za to bezpiecznym tasiemcem.

Ponownie, tak jak w poprzednich sezonach, twórcy grają konwencją. W przypadku pierwszego było to drobiazgowe przyglądanie się życiu w nowojorskim budynku The Arconia, w którym rządzą spiski, niesnaski i wzajemne podejrzenia. W przypadku drugiego wzięli na warsztat sam świat podcastów, gdzie trwa brutalny wyścig o subskrypcję i popularność. W trzecim akcja zbrodni przeniosła się na deski teatru, gdzie reżyser Putman, wiecznie niedoceniany artysta, pragnie wrócić w glorii i chwale, ale jego ambitny plan krzyżuje zbrodnia, która dopada jego teatralny zespół. Zyskuje za to miłość w postaci Loretty Durkin (Meryl Streep). Wreszcie jest i czwarty sezon, gdzie twórcy przyglądają się niejako sami sobie – filmowcom.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama