Reklama
Rozwiń
Reklama

Bogusław Chrabota: Potworna tragedia polskich narciarzy

Kiedyś wszystko było proste. By wyskoczyć na narty, wsiadało się, a właściwie wciskało na Centralnym do pociągu relacji Warszawa–Zakopane tuż po godzinie 20. Używam eufemizmu „wciskało", bo jest najbliżej skrótowej wersji opisu walki o miejsca w pociągu. W wersji epickiej można by powiedzieć, że starcia zaczynały się przy kasie, potem było darwinowskie eliminowanie najsłabszych na peronie, a kiedy pociąg był już na stacji, zostawały walki wręcz, wpychanie się po plecach konkurentów przez zamykane od środka drzwi, a dla najbardziej zdeterminowanych – przez uchylone okna.
Bogusław Chrabota: Potworna tragedia polskich narciarzy

Foto: Pixabay

Wdarcie się przez okno wymagało rzecz jasna pracy zbiorowej. Jeden wciągał przez uchylone okno do środka, drugi popychał od strony peronu. Czasem pociąg ruszał, gdy nogi kilkunastu delikwentów sterczały jeszcze na zewnątrz. Konduktorzy gwizdali jak opętani, a na peronie klęli ci, którym nie udało się wejść do wagonów.

Najważniejszy Pociąg Świata zabierał nie tylko narciarzy, ale też ich rynsztunek, narty, buty, kijki, termosy, plecaki, kanapki, butelki z piwem i tak dalej, i dalej. Potem była czarna noc za oknami, smród przepoconych ciał w przedziale i ciągłe awantury, czy otwierać, czy zamykać okno. Spożywano – a i owszem – alkohol, a gdy pociąg mijał po północy Kraków, brać warszawska robiła wszystko, by uniemożliwić „lajkonikom" wdarcie się do wagonów. Znów szansa na awantury, przekleństwa i pojedynki na pięści.

Pozostało jeszcze 80% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama