Publikacji na ten temat powstaje już tak wiele, że łatwo się zgubić. Choć jednocześnie trudno temu zainteresowaniu się dziwić, skoro dopiero teraz, po 70 latach, odnajdywane są szczątki ofiar czerwonego terroru, składane w poświęconych grobach, i dopiero dziś tym ludziom zwracana jest cześć.

Naiwnie sądziłam, że skoro losami antykomunistycznych partyzantów przejmują się już nawet ci, których do niedawna niewiele to obchodziło, omawianie kolejnej publikacji na ten temat jest publicystyczną łatwizną. Ale od czego nieoceniona „Gazeta Wyborcza"? Dziennik z Czerskiej potrafi sprowadzić człowieka na właściwą ścieżkę.

Oto w szeroko pojętym środowisku „GW" ożywa co pewien czas figura „bandyty" – zdemoralizowanego watażki, mordującego Żydów i łupiącego Bogu ducha winnych chłopów. „Bandyty", który „po pięciu latach wojny poza strzelaniem nic innego nie bardzo umiał robić" . Że o finezyjnym porównaniu gangsterów z mafii pruszkowskiej czy wołomińskiej z lat 90. do Żołnierzy Wyklętych nie wspomnę. Przekaz ma być prosty i walić między oczy. Choćby dlatego właśnie do znudzenia warto powtarzać: agresorem w tej wojnie z Polakami byli komuniści. Przykłady? Proszę bardzo, kilka postaci z „Dziewczyn Wyklętych 2".

W 1946 roku Elżbieta Zawacka ps. Zo, słynna kurierka Komendy Głównej Armii Krajowej, jedyna kobieta wśród cichociemnych, uczestniczka Powstania Warszawskiego, miała dość wojny. Chciała dokończyć studia, żyć. Ubecy aresztowali ją w 1948 roku. Akt oskarżenia o szpiegostwo podpisała prokurator Helena Wolińska. Brutalne śledztwo trwało cztery miesiące. Skazano ją na dziesięć lat więzienia oraz trzy lata pozbawienia praw publicznych i obywatelskich.

Konspiracją zmęczona była też „Ramzesowa", łączniczka AK. W 1945 roku Helena Wardal z kolegami z podziemia utrzymywała kontakty głównie na płaszczyźnie towarzyskiej. Aresztowana przez UB, oskarżona o straszną zbrodnię przewiezienia kilkunastu gazetek, została stracona 1 października 1945 roku i wrzucona do bezimiennego dołu. Miała 24 lata.

W 1948 roku 25-letnia Irena Gröger, łączniczka w oddziale „Ojca Jana" z Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, uwierzyła, że kiedy się ujawni, będzie mogła zacząć zwyczajne życie. Poszła na posterunek milicji w Leżajsku i... zniknęła. W więzieniu przesiedziała pięć lat.

Ruta Czaplińska, łączniczka AK, trochę się zastanawiała, czy wstąpić do antykomunistycznej partyzantki. Decyzję pomogli jej podjąć Sowieci, gdy zakatowali jej szwagra. Została szefową łączności KG NZW. W 1946 roku w Łodzi aresztowało ją UB. Przeszła ciężkie 19-miesięczne śledztwo. Była bita i torturowana na różne sposoby. Przesłuchiwał ją osławiony śledczy Józef Różański. W więzieniach przesiedziała dziesięć lat. I tak dalej.

Tymczasem środowisko „GW" usiłuje postawić dziwaczny znak równości między ofiarami i katami. Że niby jedni i drudzy bywali tak samo źli. Problem polega na tym, że to nieprawda. Słuszność była po jednej stronie – Żołnierzy Wyklętych. I nie zmieni tego nawet to, że czasem niektórzy z nich robili rzeczy niegodne.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95

Autopromocja
Panel dyskusyjny "Rozwój sektora PRS"

Dla wielu klientów zakup mieszkania stanie się nieosiągalny

OGLĄDAJ RELACJĘ