Reklama

„Snajper” na celowniku

Rekordowa frekwencja filmu Clinta Eastwooda pokazuje, że wie on o swoich rodakach więcej niż jego młodsi koledzy. Przypomniał coś, o czym część amerykańskich elit wolałaby zapomnieć – że Ameryka żywi się heroicznymi mitami i musi je wciąż odnawiać...

Publikacja: 06.03.2015 02:28

Bradley Cooper jako Chris Kyle: bohater naszych czasów

Bradley Cooper jako Chris Kyle: bohater naszych czasów

Foto: AFP

Żaden z kilkudziesięciu filmów wyreżyserowanych przez 84-letniego Clinta Eastwooda nie odniósł tak spektakularnego sukcesu kinowego. Od amerykańskiej premiery pod koniec grudnia w samych Stanach Zjednoczonych „Snajper" zarobił ponad 330 milionów dolarów, a za granicą, gdzie miał premierę miesiąc później – już blisko połowę tej kwoty. W ten weekend zapewne pobije rekord amerykańskich kin z 2014 roku, czyli wynik „Igrzysk śmierci. Kosogłosa. Części 1" oraz „Strażników galaktyki", do których brakuje mu zaledwie kilku milionów dolarów wpływów z kinowych kas.

Ameryka wybiera heroizm


Zaskoczenie jest duże, bo wydawało się, że czas kina bohaterskiego się skończył. Kino wojenne miało w ostatnim czasie wymowę raczej antybohaterską, jak choćby nagrodzony Oscarami w 2009 r. „The Hurt Locker: W pułapce wojny" Kathryn Bigelow. Z kolei „Green Zone" Paula Greengrassa z 2010 r. opowiadał o kłamstwach politycznych wokół interwencji w Iraku. A Paul Haggis filmem „W dolinie Elah" (2007) również burzył mit ostatniej amerykańskiej wojny. Na małym ekranie też dominowały nuty antyheroiczne. Znakomity serial stacji HBO „Generation Kill. Czas wojny" był daleki od gloryfikowania amerykańskich działań na Bliskim Wschodzie. Raczej opowiadał o absurdzie prowadzenia wojny przy tak dużej dysproporcji cywilizacyjnej stron. Kiedy jednak popatrzymy na frekwencyjne wyniki wspomnianych filmów, to okazuje się, że nawet gdy zsumujemy je z sobą, to od „Snajpera" dzieli je frekwencyjna przepaść. W dodatku każdy z tych antywojennych obrazów więcej zarobił poza Ameryką niż we własnym kraju, co chyba najlepiej wyraża stosunek amerykańskiej widowni do tych produkcji.

Potwierdza to inny przebój wojenny z 2014 roku – „Furia" Davida Ayera. Film bardzo nowoczesny od strony wizualnej, z gwiazdorską obsadą (m. in. Brad Pitt i Shia LeBeouf), a w wymowie niezwykle tradycyjny. Nadwiślańscy krytycy powiedzieliby pewnie, że wręcz martyrologiczny.

Pozostało jeszcze 88% artykułu

4 zł tygodniowo przez rok !

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.

Kliknij i poznaj szczegóły oferty

Reklama
Plus Minus
Ksiądz pedofil wykorzystywał Monikę jak tylko mógł. Zmowa milczenia i zaniedbania biskupów
Plus Minus
„Źródło czerni”: Polska w ciemnościach
Plus Minus
„Cartaventura: Lhasa”: Wyprawa po kartach
Plus Minus
„Jay Kelly”: Ostatnia gwiazda kina
Plus Minus
„Wysokie i niskie tony”: Bracia z różnych światów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama