Lekcja taka przydałaby się również autorowi biografii generała Czesława Kiszczaka – a przynajmniej jej redaktorom, którzy nie zrobili, jak się zdaje, nic, by nieco powściągnąć publicystyczny temperament Lecha Kowalskiego, skłonić go do zrezygnowania z używaniu w każdym niemal zdaniu epitetów (skądinąd emocjonalnie trafnych) w rodzaju „wierchuszka", „bandyci", „hołota", do oparcia się pokusie dowcipnego (w swoim mniemaniu) komentowania nazwisk funkcjonariuszy SB i kryptonimów, które nadawali swoim operacjom, czy do odpuszczenia sobie porównań tak śmiałych, jak zestawienie przemówień Kiszczaka z raportami esesmana Ludwiga Fischera, gubernatora dystryktu warszawskiego w latach 1939–1944. Krótko mówiąc – by przybliżyć książkę choć trochę do standardów publikacji akademickiej.
Tymczasem, gdyby brak nam było innych dowodów na to, że w III RP biografie twórców porozumienia Okrągłego Stołu objęte były tabu, wystarczyłby fakt, że przez ćwierć wieku nie powstała bodaj przymiarka do życiorysu jednej z najważniejszych postaci czasów schyłku PRL, jaką był Kiszczak. Nie sposób uznać przecież za nią kolanopokłonnego wywiadu rzeki („Generał Kiszczak mówi... prawie wszystko", BGW, 1992), w którym trefnisie Witold Bereś i Jerzy Skoczylas ograni zostali przez wielkodusznego jenerała w sposób budzący dziś tylko rozbawienie (lub wściekłość), ani stosów równie uszczypliwych, co bezradnych wycieczek publicystów prawicy.
Generał Kiszczak żył tymczasem spokojnie w willi na ulicy Oszczepników: marynarkę podbijał sobie, niczym dawni watażkowie delię płaszcza, kolejnymi umorzeniami sądów, a teczki w szafie dojrzewały niczym wina w piwniczce, nabierając mocy.
Czytaj także:
A przecież do szczegółowego opisania jest tak wiele: od jego misji w Londynie w latach 1946–1947, gdzie prześwietlał stęsknionych za krajem oficerów poprzez raporty, jakie składał w latach 50., obciążając przełożonych, i nieoczekiwany skok w karierze w latach 60., gdy wchodzi w skład dowództwa WSW, aż po lata 80. Historyk z zacięciem socjologicznym może przywoływać Czesława Kiszczaka, chłopskiego syna spod Andrychowa, pisząc o formowaniu się elity władzy w PRL, biografista zastanawiać się będzie nad talentem do intrygi, gry i uwodzenia rozmówców, który ujawnił się u absolwenta podstawówki. W najważniejszych pracach traktujących o schyłku PRL pióra Pawła Kowala czy Sławomira Cenckiewicza postać generała majaczy niczym potężny cień stojący w półmroku. Z książki Lecha Kowalskiego dowiemy się o tej postaci znacznie więcej – jeśli tylko uporamy się z emfazą autora.