„Dziś dowiedziałam się od dyrekcji, że mam codziennie przyjeżdżać do pracy w czasie godzin z grafiku. Podobna sytuacja jest w pobliskim przedszkolu, za to w szkole w rejonie nauczyciele będą pracować z domu, a do szkoły mają przychodzić raz w tygodniu" — napisała do portalu OKO.press nauczycielka jednego z warszawskich przedszkoli.
Związek Nauczycielstwa Polskiego potwierdził, że w rozporządzeniu MEN nie ma nic o zamknięciu placówek.
Czytaj też: Zawieszenie zajęć - co MEN zaleca szkołom, rodzicom i uczniom
-Nauczyciele zwracają się do nas z prośbą o interwencję. Znaczna część z nich będzie musiała pracować. Dyrektorzy uznali, że to świetny moment na wypełnienie zadań administracyjnych w placówkach. Słyszałam nawet, że niektórzy postanowili w poniedziałek zwołać rady pedagogiczne. Wydaje się, że to zupełnie mija się z intencją zarządzenia ministra Dariusza Piontkowskiego - powiedziała portalowi Magda Kaszulanis ze ZNP.
Dodała, że Związek zwrócił do szefa resortu edukacji o korektę rozporządzenia.
- Jeśli chcemy izolacji, to róbmy to skutecznie. Pracownicy edukacji również boją się o zdrowie swoje, bliskich i całego społeczeństwa – stwierdziła Kaszulanis przypominając, że nauczyciele też mają dzieci i chcieliby zapewnić im opiekę, tak jak inni rodzice.
W odpowiedzi ministerstwo edukacji poinformowało wczoraj, że decyzja o organizacji pracy nauczycieli w okresie zawieszenia działalności dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej, jak i sposobie realizacji gotowości do pracy, należy do dyrektora przedszkola czy szkoły.
- Od poniedziałku, 16 marca, choć uczniowie nie będą uczęszczać na zajęcia, to nauczyciele pozostają do dyspozycji dyrektora szkoły i są w gotowości do wykonywania pracy. Wskazała, że nauczycielom będzie za to przysługiwało wynagrodzenie ustalone na podstawie Kodeksu pracy (art. 81 § 1 Kodeksu pracy) - stwierdził rzeczniczka prasowa MEN Anna Ostrowska.