Rozporządzenie ministra edukacji narodowej dotyczące minimalnych wynagrodzeń nauczycieli jest nie do przyjęcia – twierdzą nauczycielskie związki zawodowe. We wtorek podczas posiedzenia Rady Dialogu Społecznego odbyła się kolejna tura negocjacji podwyżek dla nauczycieli w 2019 r.
Czytaj także: Gdzie trwa protest nauczycieli - lista miejscowości
– Obecny na posiedzeniu wiceminister Marek Kopeć nie odniósł się do propozycji Związku Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych, którą wczoraj złożyliśmy na ręce szefowej resortu Anny Zalewskiej – mówi „Rzeczpospolitej" szef ZNP Sławomir Broniarz.
Rozporządzenie MEN określa minimalne zarobki nauczyciela stażysty w 2019 r. (brutto) na poziomie 2538 zł, kontraktowego – 2611 zł, mianowanego – 2965 zł, dyplomowanego – 3483 zł. To oznacza, że pensje nauczycieli wzrosną w zależności od stopnia awansu zawodowego od 122 do 166 zł miesięcznie. Związki zawodowe oczekują, że w tym roku kwota bazowa wynagrodzeń nauczycieli wzrośnie o tysiąc złotych, i domagają się zmian w procedowanej właśnie w Sejmie ustawie budżetowej.
Czy taka podwyżka jest możliwa? Minister Kopeć tłumaczył w nagraniu na Twitterze, że byłby to koszt 13–20 mld zł.
Nieoficjalnie mówi się, że związkowcy byliby skłonni zaakceptować rozłożenie w czasie tysiączłotowej podwyżki, pod warunkiem że ścieżka dojścia do tej sumy określona byłaby już w tegorocznym rozporządzeniu o minimalnym wynagrodzeniu nauczycieli. Gotowi byliby także rozmawiać o zmianie systemu wynagradzania nauczycieli (to postulat NSZZ Solidarność pracowników oświaty) pod warunkiem, że już w tym roku otrzymaliby znaczącą podwyżkę – co najmniej na poziomie 500 zł. „S" chce, by dodatki zostały włączone do pensji.
MEN podkreśla, że wynagrodzenie zasadnicze to tylko część tego, co otrzymują na konto nauczyciele – dla stażysty jest to 83 proc. wynagrodzenia średniego, dla kontraktowego 77 proc., mianowanego 68 proc., dyplomowanego 62 proc.
Kolejne rozmowy w czwartek.