Gdy kilka tygodni temu, po zapowiedzi najnowszego filmu Patryka Vegi „Polityka", w którym jeden z bohaterów jest inspirowany postacią Bartłomieja Misiewicza, doszło do pierwszej wymiany kąśliwych uwag między reżyserem a byłym działaczem PiS, sympatie opinii publicznej zdawały się być po stronie reżysera. Zwłaszcza że pierwowzór filmowej postaci to człowiek skompromitowany, symbol partyjnego karierowiczostwa, obciachu, na którym ciążą dodatkowo prokuratorskie zarzuty płatnej protekcji. Idealny materiał na czarny charakter w filmie o politykach.

Czytaj także:

Sądowa batalia o godność Bartłomieja Misiewicza

Orzeczenie dla Patryka Vegi może być mało zabawne

Czytaj pełen wywiad z Bartłomiejem Misiewiczem:

Patryk Vega pogrąża się i posuwa coraz dalej w obrażaniu mnie - mówi Bartłomiej Misiewicz

Niewiele jednak trzeba było, aby Patryk Vega kilkoma medialnymi wypowiedziami z uznanego reżysera przeistoczył się w prowincjonalnego nuworysza wymachującego złotym zegarkiem za ponoć „dwie bańki"! Kpiącego z Misiewicza, kiedy ten publicznie podnosi, że reżyser narusza jego godność jako człowieka. Insynuacje na temat uprawiania seksu w więzieniu, w którym Misiewicz spędził pięć miesięcy, oraz niezdolności (w domyśle z powodu swoich preferencji) do założenia rodziny, miały wręcz posmak homofobiczny.

Chyba nie bez racji mówi się, że artyści przypominają czasem pingwiny, które wyglądają dostojnie, dopóki nie wydadzą z siebie głosu. Być może ludzie sztuki żyją w świecie oderwanym od rzeczywistości i można na to brać poprawkę. Jednak z przestrzegania elementarnych zasad, takich jak poszanowanie godności drugiego człowieka, nikt ich nie zwolnił i zwolnić nie może. Bartłomiej Misiewicz ma prawo do godności tak samo jak Patryk Vega. Problem w tym, że dla reżysera to chyba obce pojęcie. Za tę ignorancję może słono zapłacić przed sądem.