Reklama

Michał Szułdrzyński: Każdy ma powód do zadowolenia

To bardzo ciekawe zjawisko, gdy zawodowi komentatorzy sceny politycznej zamiast profesjonalnie opisywać rzeczywistość, mieszają własne poglądy polityczne z chłodną analizą sytuacji.

Aktualizacja: 19.11.2014 07:01 Publikacja: 19.11.2014 01:00

Michał Szułdrzyński: Każdy ma powód do zadowolenia

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała Waldemar Kompała

Znany profesor politologii udzielił we wtorek wywiadu, w którym przekonywał, że PiS wcale nie wygrał wyborów. Tonem dość ironicznym i agresywnym grzmiał, że Jarosław Kaczyński de facto przegrał.

Podobnie mówił w poniedziałek znany były polityk PiS, dziś blisko związany z PO, w jednym z programów telewizyjnych. Również on przekonywał, że PiS poniósł klęskę.

To bardzo ciekawe zjawisko, gdy zawodowi komentatorzy sceny politycznej zamiast profesjonalnie opisywać rzeczywistość, mieszają własne poglądy polityczne z chłodną analizą sytuacji. Do polityka można mieć mniejsze pretensje, ponieważ jego rolą jest utrwalanie narracji zgodnej z interesem jego aktualnego ugrupowania. Gorzej, gdy naukowiec, którego misją jest tłumaczenie rzeczywistości, etyką zaś mówienie prawdy, zaklina tę rzeczywistość tak, by pasowała do jego sympatii i/lub antypatii politycznych.

Oczywiście z opisem polityki zawsze jest tak, że autor analiz oskarżany jest o stronniczość. Wiadomo, każdy ma poglądy, zawsze jakieś idee są mu bliższe niż inne. Nie wierzę w całkowitą bezstronność, wierzę zaś w profesjonalizm i racjonalność, czyli właśnie umiejętność wzniesienia się w ocenach ponad własne sympatie i antypatie. Pisanie, że decyz ja jest dla jakiejś partii korzystna, nie oznacza aprobaty tej partii ani konkretnej decy zji, lecz oznacza posługiwanie się zasadą racjonalności, czyli stosowanie optymalnych środków do osiągania zamierzonych celów.

Dlatego warto czasem wykonywać intelektualne ćwiczenia dla poprawy sztuki racjonalnej oceny wydarzeń politycznych. Warto na przykład, gdy wiadomo już z grubsza, kto wygrał, a kto przegrał wybory, spróbować odnaleźć pozytywne strony dla poszczególnych partii.

Reklama
Reklama

Największy problem po tych niedzielnych wyborach ma Platforma Obywatelska, która przegrała najbardziej prestiżowe głosowanie, lecz i ona może dostrzec kilka pozytywów. Po pierwsze, wygrana PiS może się dla elektoratu Platformy okazać szokiem. Czym innym jest dać rządzącym żółtą kartkę, a czym innym czerwoną – dać wygraną PiS i Jarosławowi Kaczyńskiemu. Drugim pozytywem obecnej sytuacji jest kwestia frekwencji. W tych wyborach PiS wygrał dzięki głosom na wsi. W miastach do 50, 200, 500 tysięcy i największych metropoliach wygrała Platforma. Struktura wyborów parlamentarnych jest jednak całkiem odwrotna niż samorządowa (co dobrze widać po poparciu PSL), w wyborach do Sejmu głosują raczej miasta.

Po trzecie, paradoksalnie skandal związany z działaniem PKW jest na rękę Platformie. Realny wynik wyborczy to jedno, druga rzecz to jego odbiór medialny. Dziennikarze, komentatorzy i sami politycy zajęci są awarią systemów w komisji wyborczej, co po prostu odciąga uwagę od przegranej PO. W dodatku zgodnie z zasadą, że najbardziej liczy się przekaz końcowy, PO może liczyć, że druga tura wyborów prezydenckich będzie raczej triumfem kandydatów kojarzonych z Platformą. Główny konkurent – PiS – za dziesięć dni nie będzie miał, najprawdopodobniej, powodów do triumfu.

Drugim przegranym jest SLD. Sojusz uzyskał wynik znacznie gorszy od oczekiwań. Ale i Leszek Miller może znaleźć w obecnej sytuacji co najmniej dwa powody do radości. Po pierwsze, zniknęła największa konkurencja. Wybory samorządowe potwierdziły, że partia Janusza Palikota zniknęła ze sceny. Po drugie, najprawdopodobniej w kilku sejmikach SLD może się okazać języczkiem u wagi, od postawy lokalnych podwładnych Leszka Millera zależeć będzie kształt koalicji. W ten sposób partia, która zajęła czwarte miejsce, uratować może skórę rządzącej Platformie.

Choć zwycięstwo PiS było niespodziewane nawet dla jego działaczy, partia Jaro- sława Kaczyńskiego może w najbliższych miesiącach czerpać sporo korzyści z wygranej – nawet jeśli się okaże, że nie udało się jej zawrzeć koalicji w połowie sejmików. Przede wszystkim zwycięstwo ma duże znaczenie psychologiczne. Dla wybor ców, ale i polityków tej partii, przerwanie złej passy związanej z serią porażek jest bardzo ważne. W dodatku tuż przed wyborami PiS ogłosił kandydaturę Andrzeja Dudy na prezydenta. Nawet symboliczne zwycięstwo daje zmaganiom o prezydenturę, w której wszak absolutnym faworytem jest Bronisław Komorowski, nowy impet. W ten sposób po zakończeniu „projektu Gliński" PiS może niedzielne zwycięstwo zaprząc do kolejnej ofensywy – tym razem zwanej projektem Duda.

W najlepszej sytuacji po niedzielnych wyborach jest PSL. Nie tylko zanotował świetny wynik, ale najprawdopodobniej umocnił swą pozycję w samorządach. Tysiące stanowisk w gminach, wsiach itp. dają tej partii solidną podstawę do dalszej działalności. Nawet w przypadku złego wyniku w przyszłorocznych wyborach.

Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: W obecnym świecie pozostaje nam siła bezsilnych
Opinie polityczno - społeczne
Piotr Pałka: Polska 2050 wybrała przewodniczącą już w pierwszej turze
Opinie polityczno - społeczne
Dr hab. Krzysztof Wasilewski: Jak Donald Trump kreuje rzeczywistość za pomocą memów
Opinie polityczno - społeczne
Jan Zielonka: Donald Trump w Davos jak w kabarecie Olgi Lipińskiej
Opinie polityczno - społeczne
Janusz Lewandowski: Zbigniew Ziobro z Viktorem Orbánem niszczą tysiącletnie braterstwo Polski i Węgier
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama