Znany profesor politologii udzielił we wtorek wywiadu, w którym przekonywał, że PiS wcale nie wygrał wyborów. Tonem dość ironicznym i agresywnym grzmiał, że Jarosław Kaczyński de facto przegrał.
Podobnie mówił w poniedziałek znany były polityk PiS, dziś blisko związany z PO, w jednym z programów telewizyjnych. Również on przekonywał, że PiS poniósł klęskę.
To bardzo ciekawe zjawisko, gdy zawodowi komentatorzy sceny politycznej zamiast profesjonalnie opisywać rzeczywistość, mieszają własne poglądy polityczne z chłodną analizą sytuacji. Do polityka można mieć mniejsze pretensje, ponieważ jego rolą jest utrwalanie narracji zgodnej z interesem jego aktualnego ugrupowania. Gorzej, gdy naukowiec, którego misją jest tłumaczenie rzeczywistości, etyką zaś mówienie prawdy, zaklina tę rzeczywistość tak, by pasowała do jego sympatii i/lub antypatii politycznych.
Oczywiście z opisem polityki zawsze jest tak, że autor analiz oskarżany jest o stronniczość. Wiadomo, każdy ma poglądy, zawsze jakieś idee są mu bliższe niż inne. Nie wierzę w całkowitą bezstronność, wierzę zaś w profesjonalizm i racjonalność, czyli właśnie umiejętność wzniesienia się w ocenach ponad własne sympatie i antypatie. Pisanie, że decyz ja jest dla jakiejś partii korzystna, nie oznacza aprobaty tej partii ani konkretnej decy zji, lecz oznacza posługiwanie się zasadą racjonalności, czyli stosowanie optymalnych środków do osiągania zamierzonych celów.
Dlatego warto czasem wykonywać intelektualne ćwiczenia dla poprawy sztuki racjonalnej oceny wydarzeń politycznych. Warto na przykład, gdy wiadomo już z grubsza, kto wygrał, a kto przegrał wybory, spróbować odnaleźć pozytywne strony dla poszczególnych partii.