Czy naród, który sam sobie wolność wywalczył, może ją sam sobie odebrać? Owszem, może… Jest na to parę smutnych przykładów w historii. Ale żeby przydarzyło się Polakom?
Dlatego święcie wierzyłem w pomyślny wynik niedawnych wyborów, choć krewni i znajomi oblewali mnie kubłami zimnej wody. Przecież w 1980 roku właśnie w Polsce miał miejsce – jak napisał znakomity francuski historyk i socjolog Alain Touraine – „Największy zryw wolnościowy, który dokonał się na świecie po II wojnie światowej”. Przecież dziewięć lat później ponownie zadziwiliśmy świat, wyrywając się z sowieckiej niewoli, nie tylko dlatego, że Moskwa przegrała wojnę w Afganistanie, a prezydent Reagan przydusił ją zbrojeniami.
Nade wszystko dlatego, że w „Polsce jaruzelskiej” rozlała się szeroko rzeka podziemnego oporu, w której na pewno nie uczestniczyli wszyscy ówcześni Polacy, ale była wystarczająco potężna, by odebrać komunizmowi resztki wiarygodności i powagi.
Kłopot z wolnością jest taki, że nie jest ani za darmo, ani na zawsze.
Wymaga wysiłku, odpowiedzialności i wciąż trzeba jej bronić. Dlatego wolność – gdy już ją z takim wysiłkiem uzyskamy – męczy i uwiera, aż niektórzy jej się pozbywają, aby odzyskać święty spokój w wygodnej bierności.
Dlatego ubiegłowieczny filozof Erich Fromm nazwał swoją najważniejszą książkę „Ucieczka od wolności”, a niezapomniany ksiądz Józef Tischner pisał proroczo o „nieszczęsnym darze wolności”. Dlatego Emil Cioran, rumuński eseista, który zaznał zarówno zniewolenia, jak i wolności we wszystkich jej postaciach, pisał we Francji: „Od początku świata ludzie dążyli do wolności i szaleli z radości, ilekroć ją tracili”.
Wiedzą o tym dobrze wszelkiej maści populistyczni szalbierze, przymilając się do swoich narodów, by im właśnie powierzyli ów „przeklęty dar” w zamian za spokojne życie w świecie hojnych dopłat, propagandy sukcesu i fałszywej ideologii. Gdy się ludzie przebudzą ze zbyt długiego uśpienia, zwykle jest za późno.
Wybory lat 2015 i 2019 przypominały zażycie środków nasennych przez naród, który potrafił niegdyś być bohaterski. Jak napisał pewien niemodny dziś klasyk: „Narodom, tak jak kobietom, nie wybacza się chwili zapomnienia”. Na szczęście obudziliśmy się w porę. Czy potrafimy nieść „przeklęty dar” cierpliwie i z pożytkiem? Nie wiem. Czy minionych osiem lat zaowocuje chociaż szczepionką przeciw szalbierzom? Też nie wiem. Mam tylko nadzieję.