Obecność premiera Mateusza Morawieckiego na spotkaniu z europejskimi, skrajnie prawicowymi, ale i prorosyjskimi partiami w Madrycie, to kolejny dowód jak daleko wpłynęliśmy w obranym przez rząd kursie na antydemokratyczną mieliznę. Od paru lat pokazujemy Europie i Ameryce ( kpiny z wyroków TSUE, afera lex TVN, Turów), że za nic mamy umowy i traktaty, za nic prawo i praworządność. I niewielu - nie tylko Europejczyków - zdaje sobie sprawę z tego, że zostaliśmy przez PiS otumanieni i oszukani.

Teraz zaś, ta władza każdym możliwym sposobem (łącznie z cynicznym zaniechaniem walki z covidem) chce sobie swoje władztwo nad nami przedłużyć. Czyni też wszystko, aby w świecie postrzegano nas jako naród wiecznie skłóconych ze sobą i sąsiadami warchołów. Dlatego trzeba nagłaśniać i potępiać fakt dzisiejszego uczestnictwa naszego premiera w sabacie politycznych czarownic i czarowników. Jest to bowiem manifestacja poparcia dla putinowskiego planu zwaśnienia i rozdrobnienia Unii Europejskiej, a co za tym idzie jej politycznego i gospodarczego osłabienia. Udowodnił rząd swoje ciche poparcie dla tych niecnych planów organizując prawicowy sabat w Warszawie, na którym z honorami witano europejską ekstremę, i po rękach całowano orędowniczkę rosyjskiego imperatora Jean Marie Le Pen, królową "Polish Open".

Czytaj więcej

Rusłan Szoszyn: Folwark Łukaszenki

Trudno nie odnieść wrażenia, że spotkania przywódców skrajnej, europejskiej prawicy służą nie tylko karierze ich liderów, a raczej politycznej grze w której nadrzędnym celem są plany Putina. Nasz premier - emisariusz prezesa, który z kolei ma za mentora Orbana, ten zaś Putina (do którego notabene na początku lutego wybiera się węgierski premier po instrukcje) - tylko wykonuje rozkazy z Nowogrodzkiej. Zatem wszystko jasne. Tylko po co nam, Polakom ta "ściema"; że niby nie chcemy opuścić Unii, że twardo stoimy za Ukraińcami.

Po co pan Prezydent zwołuje Radę Bezpieczeństwa Narodowego? Sprawa jest prosta. Putin jak niegdyś Stalin wypiekł w kremlowskiej kuchni tort do pokrojenia. Tort w kształcie mapy Europy. Może spotkanie w Madrycie z prorosyjskimi znajomymi jest po to, by zachęcić ich do jedności w działaniu na rzecz noża i tortu. A Polacy, zwykli obywatele? My musimy przełknąć kolejny wstyd za tę nie do ukrycia spolegliwość wobec agresora; za bierność i tchórzostwo, gdy u bram sąsiada, stoją uzbrojone po zęby rosyjskie dywizje. Czy będzie wojna? Nie wiadomo. Na razie jest szantaż. I powszechnie znane powiedzonko: Polak, Węgier – dwa bratanki / i do szabli, i do szklanki w drugiej części jest nieaktualne. Trzeba zmienić na: putinowskiej układanki.