Gra szkodząca Polsce, rozbudzająca w opinii publicznej nadzieje, które nigdy nie zostaną spełnione, i utwierdzająca szkodliwe stereotypy.
Okazuje się, że Polska zostawia w tyle naftowe raje, jeżeli chodzi o możliwości świadczeń socjalnych dla obywateli. Przynajmniej tak wynika z wypowiedzi kandydatów, którzy spieszą zająć miejsce obecnego prezydenta. Obniżyć wiek emerytalny? Żaden problem. Stałe świadczenia na każde dziecko? A pewnie. Jakże blado przy tym wypada słynne 100 milionów prezydenta Lecha Wałęsy!
Prezydencki wyścig niedługo dobiegnie końca, lecz czekają nas miesiące kampanii przed wyborami do Sejmu. Na pewno będzie ona niezwykle ostra i, co za tym idzie, niezwykle populistyczna. Możemy więc zapomnieć o tym, że politycy różnych opcji uszanują fakt, iż pewne kwestie nie mogą stać się cepami do młócenia przeciwnika. A do takich kwestii z pewnością należy energetyka.
Dzisiaj nie można mówić o bezpieczeństwie energetycznym Polski w oderwaniu od sytuacji geopolitycznej w naszym regionie i od pozycji Polski w Unii Europejskiej. Tym bardziej więc należy ważyć każde słowo na ten temat, bo jest ono z uwagą słuchane nie tylko nad Wisłą – szczególnie gdy dotyczy to kwestii wyjątkowo trudnych.
Do takich należy opóźniająca się budowa terminalu LNG w Świnoujściu. Największa partia opozycyjna już ma gotowe wyjaśnienie: indolencja władzy, niewiarygodni wykonawcy, a w tle niemalże rosyjska dywersja. Niepoważnie brzmi porównywanie wielkiej inwestycji do prowizorycznego terminalu uruchomionego przez Litwę i wskazywanie: „Proszę, a Litwini mogli!". Świetnie, że naszym sąsiadom się udało, lecz od lamentów świnoujska inwestycja nie przyspieszy – tym bardziej że tym narzekaniom nie towarzyszą konkretne, konstruktywne propozycje.