Wbrew chimerom prezydenta Zełenskiego i jego złej oraz małostkowej, co pragnę podkreślić, decyzji o nieobecności na konferencji Ukraine Recovery Conference 2026 (URC 2026) w Gdańsku, niepodległa i demokratyczna Ukraina nie ma innej ścieżki rozwoju, niż współdziałanie, a docelowo członkostwo w Unii Europejskiej. Spotkania w Gdańsku tylko to potwierdzą. Tych, którzy patrzą na URC pod kątem naszych interesów państwowych czy narodowych wypada uspokoić. Unia jest organizmem zintegrowanym. Polska jest częścią tego organizmu, a jego krwioobiegiem jest gospodarka, a nie historia. A tu liczy się Excel, twarde liczby, a nie gombrowiczowski konkurs min pomiędzy stolicami.
Czytaj więcej
Tauron, PGE, Orlen i Enea podpisały na Ukraine Recovery Conference w Gdańsku list intencyjny dotyczący współpracy przy odbudowie ukraińskiego syste...
Warto też spojrzeć na realia; to nie Ukraina dyktuje warunki w tej relacji, tylko jej europejscy partnerzy. Liczby mówią same za siebie. Wedle ukraińskich szacunków materialne straty wojenne w wyniku konfliktu z Rosją wynoszą 588 mld dol. Głównie w infrastrukturze. To min. 3 mln mieszkań, które trzeba odbudować.
Ukraina sama sobie nie poradzi
Czy Ukraina ma na to zasoby? Otóż nie ma. Według danych MFW produkt krajowy Ukrainy sięgnie w tym roku 225,34 mld dol. (mniej niż jedna czwarta polskiego). Przy wzroście PKB na poziomie 2 proc. Kijów samodzielnie nie poradzi sobie z odbudową kraju. Ukraina jest workiem bez dna.
Gdy do tego dodać słabo raportowaną utratę ludności (MFW szacuje obecną populację Ukrainy na 38,5 mln, faktycznie jest to liczba mniejsza o 7-10 mln), konieczność spłaty pożyczek i kolejne 500 mld dol. na modernizację kraju, widać jakie stoi przed ukraińskimi władzami zadanie. Uwaga, procesy odbudowy zaczną się dopiero po zawieszeniu broni czy zawarciu pokoju z Rosją. Oraz po politycznych i konstytucyjnych zmianach, które przywrócą krajowi biznesową wiarygodność. Na razie Europa przymyka oko na korupcję, szwankujące sądownictwo, czy oligarchiczne sitwy – bo jest wojna. Tyle że wojna się kiedyś skończy i Zełenski, albo – co bardziej prawdopodobne – jego następcy, będą mieli ręce pełne roboty. Wtedy naprawdę nie będzie się liczyło nadawanie jednostkom wojskowym imion "bohaterów UPA", tylko czysta, państwowa robota.
Polska jest i będzie naturalnym ogniwem współpracy ukraińskich firm z UE. Rozstrzyga o tym nie wola polityków, ale realia: bliskość geograficzna, elastyczność polskiego biznesu, i otwartość na kooperację. Po co – dla przykładu – w dobie wysokich kosztów energii, czy paliwa – wozić ukraińskie surowce, czy produkcję rolną do Niemiec, kiedy dużo taniej można je przetwarzać w Polsce.
Polska jest i będzie naturalnym partnerem Ukrainy
Czy Polska będzie partycypowała w odbudowie/budowie ukraińskiej gospodarki? Nie będzie innego wyjścia. Już dziś Polska jest największym odbiorcą eksportu z Ukrainy, i choć to symboliczne 4 mld dol., to dowód nie tyle słabości polskich importerów, co zdolności eksportowych Ukrainy. Dodajmy, że aż 85 proc. eksportu to produkty nieprzetworzone, tylko 15 proc. to efekt zdolności przetwórczych czy stosowania zaawansowanych technologii. Mówiąc krótko: Ukraina, przy skali jej zasobów i terytorium jest gospodarczym karłem, i warto by w Kijowie sobie to uświadomili.
Jej największym zasobem jest dobra wola jej sojuszników, co brutalnie zostanie potwierdzone podczas URC 2026 w Gdańsku. Czy grymasy Zełenskiego i jego popleczników zaszkodzą polskiemu biznesowi? Na krótką metę pewnie tak, ale na długą nie. Polska jest i będzie naturalnym ogniwem współpracy ukraińskich firm z UE. Rozstrzyga o tym nie wola polityków, ale realia: bliskość geograficzna, elastyczność polskiego biznesu i otwartość na kooperację. Po co – dla przykładu – w dobie wysokich kosztów energii czy paliwa – wozić ukraińskie surowce czy produkcję rolną do Niemiec, kiedy dużo taniej można je przetwarzać w Polsce?
Powtórzę: decydować będzie rachunek ekonomiczny, nie politycy. Nie bez znaczenia będą też tysiące ukraińskich firm w Polsce i setki tysięcy zadomowionych nad Wisłą Ukraińców, którzy mogą odegrać zasadniczą rolę we współpracy obu gospodarek. To realia, a czego potrzeba, to cierpliwości i kierowania się zdrowym rozsądkiem. W tych kwestiach żaden Zełenski wiele nie zamiesza. Ale – to ważne – daleka droga jeszcze przed Ukrainą do państwowego i gospodarczego sukcesu. Warto, by to w Kijowie rozumieli.