Owszem, kobiet jest tam zbyt mało, szczególnie wśród prezesów zarządów i przewodniczących rad nadzorczych, przy czym te ostatnie pełnią niekiedy funkcje ornamentacyjne.
Lecz kwestia różnorodności nie sprowadza się do płci. I nie jest drogowskazem wskazującym skrót pozwalający omijać wymóg kwalifikacji. Różnorodność jest twórcza, wspomaga wartość spółki, kiedy tworzy pożądaną kompozycję talentów, kompetencji, doświadczeń, wreszcie – kultur.
Każda spółka jest inna, więc nie ma uniwersalnych recept na skład zarządu lub rady nadzorczej. Nierzadko akcjonariusze wybierają jednorodną radę nadzorczą, ta z kolei powołuje jednorodny zarząd. Niektóre polskie spółki pragną zatrzasnąć się w kręgu absolwentów jednego kierunku, uczelni lub wydziału.
Jedna z największych spółek źle czuje się w towarzystwie członków zarządu pochodzących spoza regionu, czyli „obcych", nawet jeżeli reprezentują oni bardzo przydatne umiejętności. Sami swoi zrozumieją się najlepiej.
Brakuje mi w polskich spółkach, szczególnie w tych z udziałem Skarbu Państwa, doświadczonych zagranicznych menedżerów. Dotyczy to w szczególności spółek uznawanych za mające znaczenie strategiczne. Miałby obcokrajowiec w zarządzie lub w radzie nadzorczej godzić w żywotne interesy kraju? Dlaczego bronimy się przed tymi, których umiejętności mogłyby nas wzbogacać?
Chyba najtrudniej osiągnąć pożądaną różnorodność wieku członków rad nadzorczych. Do zarządów najczęściej wchodzą menedżerowie z bogatym doświadczeniem, zatem w wąskim przedziale wiekowym. W radach nadzorczych bywa inaczej: zasiadają w nich czasem osoby zaskakująco młode, czyli pozbawione wymaganych doświadczeń zawodowych i życiowych, praktyki w zarządzaniu i majątku.
W świecie najczęściej rady składają się z dwóch grup wiekowych: dynamicznych 50-latków oraz doświadczonych weteranów – 60-latków. Starszych dobiera się wtedy, kiedy bywa to uzasadnione ich szczególnymi umiejętnościami. Młodsi niech się najpierw czegoś nauczą.
Różnorodność polega na tym, by komponować skład organów spółki, czerpiąc z możliwie najszerszej puli talentów. Nie jest w stanie wymóc tego prawo ani instrukcje nadzoru nad rynkiem kapitałowym. Kwoty wymaganego udziału kobiet w organach spółek wydają się realne, ale nie przyjmiemy kwot udziału doświadczonych zagranicznych specjalistów ani w ogóle osób utalentowanych i roztropnych. Akcjonariusze niech sami dbają o swoje pieniądze.
Autor jest emerytowanym prezesem Polskiego Instytutu Dyrektorów