To najgorsza ekipa samorządowa w sprawach zwrotu nieruchomości zabranych dekretem Bieruta – grzmiał wczoraj Mirosław Szypowski, szef Polskiej Unii Właścicieli Nieruchomości.
I jako dowód pokazywał setki opasłych teczek z aktami, które od lat czekają na decyzję.
– Urzędnicy są opieszali, nie współpracują z organizacjami reprezentującymi poszkodowanych właścicieli i często wykazują się po prostu złą wolą. Bywa, że na prostą odpowiedź czeka się miesiącami.
[srodtytul]Dekret sprzed 55 lat [/srodtytul]
Dekretem Bieruta z 1945 r. zabrano właścicielom 17 tys. nieruchomości zabudowanych i prawie 10 tys. placów. Wszystkie były w granicach przedwojennej [link=http://www.zw.com.pl]Warszawy[/link]. Ówczesna władza tłumaczyła, że nieruchomości przejmuje państwo w celu odbudowy stolicy. Właściciele mogli jednak złożyć do 1946 roku tzw. wniosek dekretowy, na podstawie którego można było ubiegać się o zwrot nieruchomości. Przed okresem transformacji wszystkie wnioski były rozpatrywane negatywnie.
– Po 1989 r. liczyliśmy, że wreszcie odzyskamy zagrabioną własność. Okazało się, że udało się to tylko nielicznym i to po wielu latach – mówi Andrzej Zelczak, który po 17 latach odzyskał działkę o powierzchni ok. 500 mkw.
15 lat czekał na zwrot nieruchomości [link=http://www.zw.com.pl]na Grochowie[/link] Wojciech Gruszczyński, założyciel stowarzyszenia Dekretowiec.
– I wcale nie dlatego, że sprawa była skomplikowana – wyjaśnia. – Urzędnik dziesięć lat temu miał teczkę na „wyciągnięcie ręki”. Ale powiedział wprost, żeby czekać na lepsze czasy. Ziemię odzyskałem rok temu.
Takich historii są tysiące. Spadkobiercy przedwojennych właścicieli walczą o małe działki i wielkie pałace. Czekają latami na decyzje urzędników.
[srodtytul]Zwrócili 12 procent[/srodtytul]
– Na razie zwrócono tylko nieco ponad 2 tys. nieruchomości – mówi Szypowski. – W tym tempie do końca świata nie załatwimy sprawy dekretu.
Poszkodowani właściciele zarzucają miastu, że celowo utrudnia zwrot, bo czerpie korzyści, wynajmując dekretowe działki. – Urzędnicy każą właścicielom dostarczać różne dokumenty, a to przecież oni powinni je zgromadzić – stawia kolejny zarzut Szypowski.
Prawnicy prowadzący sprawy dekretowe przyznają, że w ostatnich kilkunastu miesiącach miasto rzeczywiście spowolniło zwroty. – Może dlatego, że sprawy są bardzo skomplikowane – przypuszcza mecenas Józef Forystek.
[link=http://www.zw.com.pl]Ratusz[/link] odpiera zarzuty. – Rocznie wydajemy ok. 300 decyzji zwrotowych. Zatrudniliśmy dodatkowy zespół ludzi – wylicza wiceprezydent Andrzej Jakubiak. Przyznaje, że sprawy toczą się długo, bo sprawy proste już zostały załatwione. Teraz zostały takie, które np. wymagają szukania wielu spadkobierców, a to bywa czasochłonne. Miasto czeka na ustawę reprywatyzacyjną zapowiadaną przez kolejne Sejmy. – Nie doczekamy się – mówią urzędnicy. – Na wypłatę odszkodowań potrzeba ok. 15 mld zł. Kto da takie pieniądze?
[i]Czytaj też w [link=http://www.zw.com.pl/artykul/479140_Ziemia_oddawana_za_wolno.html]Życiu Warszawy[/link][/i]