Do Sejmu trafi projekt nowelizacji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym – rząd przyjął go w ubiegłym tygodniu. Ma przeciwdziałać chaotycznemu rozlewaniu się miast i przyspieszyć uchwalanie miejscowych planów. Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju widzi spore szanse na to, że Sejm jeszcze w tej kadencji uchwali projekt.

Budzi to poważne obawy inwestorów, prawników i samorządowców. Choć projekt nazywany jest małą nowelizacją, to zmiany, jakie wprowadza, nie należą do niewielkich. A Sejm ma się spotkać jeszcze tylko trzy razy, ostatni raz 8 i 9 października. Prace nad projektem byłyby więc prowadzone w ekspresowym tempie.

– Takie pospieszne uchwalanie tak dużych zmian tuż przed zakończeniem kadencji Sejmu nie przyniesie nic dobrego – uważa Marek Poddany z Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Poza tym projekt nie rozwiązuje obecnych problemów ze stosowaniem tej ustawy, ogranicza jedynie wydawanie warunków zabudowy dla nowych inwestycji.

Zdaniem Marka Poddanego dużo lepsze rozwiązania przygotowała Komisja Kodyfikacyjna Prawa Budowlanego, która od dwóch lat pracuje nad projektem kodeksu budowlano-urbanistycznego.

Proponuje ona wprowadzenie na terenach pozbawionych planów dla nowej zabudowy plombowej przepisów urbanistycznych.

– Byłyby to przepisy o charakterze lokalnym uchwalane przez radę gminy. Wprawdzie mała nowela przewiduje, że inwestor będzie mógł wystąpić z wnioskiem o przygotowanie planu, ale już teraz taka możliwość istnieje i nikt z niej nie korzysta – tłumaczy Marek Poddany.

Obawy mają także prawnicy i samorządowcy.

– Może dojść do paraliżu pracy rad – ostrzega Bogdan Dąbrowski, radca prawny w Urzędzie Miasta w Poznaniu. – Projekt przewiduje bowiem, że warunki zabudowy będą musiały być zgodne ze studium kierunków, a gdy takiej zgodności nie ma, trzeba będzie zasięgnąć opinii rady miasta (gminy). Każdy wie zaś, że studia są na wysokim poziomie ogólności, i dopatrzyć się niejasności między nimi a warunkami zabudowy będzie niezwykle łatwo. Tymczasem średnio rocznie Urząd Miasta w Poznaniu wydaje 1000 decyzji w sprawie warunków zabudowy, Rada Miasta ok. 200 uchwał – tłumaczy.

Oznacza to, że Rada będzie musiała wydać ok. 1200 uchwał. Według Dąbrowskiego to całkowicie zbędna i paraliżująca jej prace biurokracja. Ucierpią na tym też inwestorzy.

Projekt zawiera też dobre zmiany. Warunki mają być ważne tylko dwa lata, tak by ich treść była zgodna z rzeczywistością. Dziś taką decyzję wydaje się bezterminowo. Zdarza się więc, że po kilku latach się dezaktualizuje. Decyzja będzie musiała też zawsze zawierać uzasadnienie, nawet ta zgodna z wnioskiem stron.

Rząd nie chce także, by deweloperzy budowali w szczerym polu. Działka będzie musiała leżeć bezpośrednio przy drodze publicznej. Podobnie z dostępem do mediów. Deweloper nie dostanie też warunków zabudowy, jeżeli w pobliżu inwestycji w promieniu 3 km nie będzie ani przedszkola, ani szkoły.

Etap legislacyjny: przed pierwszym czytaniem w Sejmie