W Ameryce Północnej szerszenie azjatyckie (Vespa mandarinia), największa i najgroźniejsza odmiana tego gatunku, występuje w dwóch miejscach. Zauważono je po raz pierwszy w grudniu 2019 roku. Jesienią w ubiegłym roku zlokalizowano ich gniazda w hrabstwie Whatcom w stanie Waszyngton w USA oraz w dolinie rzeki Fraser w kanadyjskiej Kolumbii Brytyjskiej.
W tym roku naukowcy z USA i Kanady postanowili zlikwidować owady. Przystąpili do tego właśnie teraz, gdy szerszenie zaczynają zakładać gniazda.
W tym celu rozstawione zostaną tysiące pułapek - tam powinny trafić królowe rojów, które podejmują próby zakładania gniazd.
Pułapki rozmieszczają zarówno rządowe instytucje zajmujące się środowiskiem, jak i osoby prywatne.
Szerszeń azjatycki, nazywany też morderczym, jest największym przedstawicielem tego gatunku. Jego ciało może mieć nawet 5 cm długości.
Użądlenie tego owada jest dla człowieka bardzo bolesne, osoby uczulone na jad mogą je przypłacić życiem. Eksperci twierdzą jednak, że w krajach azjatyckich ginie rocznie z tego powodu tylko kilkadziesiąt osób, a najprawdopodobniej jeszcze mniej.
Tymczasem rodzime szerszenie, osy i pszczoły tylko w USA zabijają średnio 62 osoby rocznie.
Swój złowrogi przydomek szerszenie mordercze zawdzięczają więc głównie temu, że niewielki rój tych owadów w kilka godzin potrafi zabić wszystkie pszczoły miodne z jednego ula, a więc może to być nawet kilkadziesiąt tysięcy owadów.
Nie wiadomo, jak gigantyczne szerszenie azjatyckie dotarły do Ameryki Północnej, przekraczając Ocean Spokojny. Jedna z teorii mówi, że dostały się tam na statkach.
Naukowcy przebadali schwytane w ubiegłym roku szerszenie i porównali ich DNA z osobnikami występującymi w Korei Południowej, Japonii i w Chinach.
Okazało się, że szerszenie ze stanu Waszyngton są spokrewnione z owadami z Korei Południowej, a te z Kanady - z szerszeniami z Japonii.
Nie jest jednak jasne, czy północnoamerykańskie szerszenie migrowały bezpośrednio z krajów swojego pochodzenia. Naukowcy wciąż pracują nad ustaleniem ich dokładnego pochodzenia.