Rz: Celebryci zapewniają stacjom telewizyjnym coraz większe wpływy z reklam. Czy to znaczy, że odgrywają oni coraz większą rolę ?w naszym życiu?
Dr Anna Jupowicz-Ginalska:
Media namaszczają celebrytów na sędziów w niemal każdej dziedzinie, nie ma natomiast znaczenia to, czy ich wypowiedzi mają sens czy nie. Startują ?z pozycji wszechwiedzącego znawcy absolutnie każdej sprawy. I ta pozorna wiedza celebrytów jest wynoszona na piedestał przez środki masowego przekazu.
Stali się wzorami do naśladowania?
W przeprowadzonych kilka lat temu badaniach spytano młodych ludzi, dlaczego lubią celebrytów. Co ciekawe, wiele osób odpowiedziało, że obserwują ich, bo uczą się strategii życia i kariery. Nie chcę oceniać, czy to słuszne czy nie, bo najprostszą metodą, by zyskać rozgłos w mediach, jest wywołanie skandalu, ale dla młodych ludzi to jest pewien wyznacznik.
Wyznacznik czego?
Celebryci mają pewną władzę nad nami. Miliony like'ów na Facebooku i tysiące followersów na Twitterze pokazują, że ta władza jest realna – gdy ktoś ma rzeszę fanów, to, co robi i mówi, nie pozostaje bez echa. Są świetnym pretekstem do dyskusji – stają się tematem zastępczym do rozmów na poważne tematy. Kiedy jesteśmy zmęczeni po pracy, nie rozmawiamy na temat ostatnich wydarzeń w Syrii, bo to dodatkowo nas dołuje. Celebryci – nie.
Wszyscy godzimy się na ich obecność w mediach, przesiadując na plotkarskich portalach internetowych i szukając informacji o nich.
Sami wytwarzamy zapotrzebowanie na celebrytów. Ten trend korzystania z nich się rozwija ?i będziemy mieli do czynienia ?z dalszą celebrytyzacją mediów. To, że mamy do czynienia ?z tabloidyzacją mediów, wszyscy wiedzą, aktualne pytanie brzmi: kto kogo stabloidyzował – odbiorcy media czy odwrotnie. Programów o ludziach znanych ?z tego, że są znani, też nam przybywa, nawet poważniejsze tygodniki opinii mają swoje rubryki na ten temat. Twarz celebryty podnosi sprzedaż. Klincz mediów i celebrytów jest więc nierozerwalny, choć rzadko który z nich ma tak naprawdę coś do powiedzenia.
Drzyzga zarobiła dla TVN więcej niż Gessler