Koronawirus - jak pisze Reuters - mutuje średnio raz na dwa tygodnie, wolniej niż grypa czy wirus HIV, ale wystarczająco szybko, by wymagać dostosowywania do niego szczepionek.

Zdaniem Peacock w zakresie walki z COVID-19 konieczna jest międzynarodowa współpraca, ponieważ walka z koronawirusem przypomina "zabawę w kotka i myszkę".

- Odporność przeciwko koronawirusowi nie trwa wiecznie - powiedziała Peacock w rozmowie z Reutersem. Jak dodała należy w związku z tym liczyć się z koniecznością doszczepiania przeciwko COVID-19.

Peacock zwróciła też uwagę, że szczepionki już teraz są modyfikowane w związku z pojawianiem się wariantów koronawirusa SARS-CoV-2.

- Są warianty, które łączą w sobie większą zakaźność i większą zdolność do unikania reakcji układu odpornościowego.

Peacock jest przekonana, że regularne szczepienia na COVID-19 - tak jak np. na grypę - będą konieczne w związku z możliwością pojawienia się w przyszłości kolejnych wariantów koronawirusa SARS-CoV-2.

Brytyjscy badacze skupiają się obecnie głównie na wariantach B.1.1.7, P.1 i B.1.351.

Peacock jest najbardziej zaniepokojona wariantem B.1.351 (wariant południowoafrykański).

- Jest bardziej zakaźny, ale obejmuje też mutację genetyczną, określaną jako E484K, która jest związana z obniżoną odpornością (przeciw koronawirusowi) - stwierdziła.

Zdaniem Peacock to właśnie mutacja E484K powinna nas obecnie najbardziej niepokoić (mutacja ta dotyczy białka "kolca" koronawirusa, za pomocą którego koronawirus łączy się z komórkami ludzkiego organizmu.

Jednocześnie Peacock przyznaje, że już dziś mogą krążyć warianty, których dotychczas nie zidentyfikowaliśmy.