Dojechaliśmy tam na dziewiątą. Biją dzwony. Do refektarza nie można wejść z ulicy, bilety lepiej rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Przed klasztorem pusto. Tylko szemrze tramwaj cały zawinięty w światełka choinkowe. W nocy sunął jak błyszcząca kula śniegowa.

„Ostatnia Wieczerza“ jest w złym stanie, choć odrestaurowana. Świat myśli o tym historycznym wydarzeniu oczami Leonarda. Japończycy z uznaniem kiwają głowami. Mój dziesięcioletni syn mi mówi, że przecież zna ten obraz.

W grupie było kilkanaście osób. Żadnych kolejek czy przepychanek.

By obejrzeć fresk, wchodzimy z jednej szklanej klatki do drugiej. Drzwi bezszelestnie zamykają się za porcjami gości. Kontrola wilgotności i temperatury. Apostołowie rozgorączkowani oświadczeniem Jezusa, że jeden z nich Go zdradzi, gestykulują ożywieni. Choć atmosfera ich wieczerzy jest gorąca, nie wytrzymaliby długo naporu bulgoczących tłumów XXI wieku.

Dano nam kwadrans na kontemplację. Turyści w małej dawce są nawet mili.

Wracamy małymi uliczkami. Przemykają rozbudzeni już poranną kawą mediolańczycy.

Dzień się jakby rozpędza. Rozgadani ludzie jak mrówki wylegają na ulice. W okolicach południa uznaję, że chyba w jakimś zastraszającym tempie. Wszyscy wokół biegają i się przepychają. Nie daje się już normalnie iść ulicami handlowymi – ludzie na jezdniach omijają samochody.

To był pierwszy dzień wyprzedaży w Mediolanie, o czym ja, pierwsza naiwna, nie wiedziałam.

Miasto wielkiej włoskiej mody przeżywa wówczas najazd tłumów spragnionych luksusowych dóbr. Kolekcje jesienno-zimowe muszą szybko ustąpić miejsca gorącym kolekcjom na wiosnę i lato. Dla kieszeni Włochów i turystów to wspaniała okazja do kupienia cudownych ciuchów ich światowych marek za pół ceny.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Pollini (-40 proc.), Pal Zileri (-50 proc.). Męski kaszmirowy sweter Ermenegildo Zegna za 300 euro zamiast 600 to okazja, choć też nie na każdą kieszeń. Przed eleganckim butikiem Prady (-40 proc.) w samym sercu, pod kopułą słynnej Galerii Vittorio Emanuele, grzeczna kolejka ok. 150 eleganckich pań w futrach z norek. By sklepu nie zamienić w autobus w godzinach szczytu, ekspedientka wpuszcza po kilka osób. Chciałam zobaczyć, co tam Miuccia Prada wymyśliła na następny sezon – jakie kolory i nowe falbany do toreb, ale nie skorzystałam z tej okazji.

Włoszki uwielbiają futra. Jeśli je na nie nie stać, to chociaż koniecznie czarna kurtka z kapturem obszytym jakimś lisem. Ściśnięta w pasie. W nieprawdopodobnym bogactwie możliwości, w biegu po ulicach wszystkie wyglądają podobnie. Ze spodniami w wysokich czarnych butach z cholewami. Z torbami pełnymi klamerek i zameczków, w nieznośnym, modnym dziś stylu lat 80.

W sklepach zaduch i spocona atmosfera. Trudno paniom opanować nieznośne podniecenie i sapanie.

Gdyby te tłumy chuchały na fresk Leonarda, byłby w opłakanym stanie. Spłynąłby do końca ze ściany.