Dziś gra koncert, wcześniej zdążył nas poprowadzić szlakiem klubów, rozgłośni, graffiti i deskorolki.

Wyprawę z Jackiem „Tede” Granieckim zaczynamy na „Esende”, czyli osiedlu Służew nad Dolinką.

Tu jako młodzieniec bawił się w wojnę, tłukł z dzieciakami z sąsiedniego bloku, znajdował stare monety. Ludzie na własną rękę wydzielili sobie nad pobliskim potokiem działki, tak jak kiedyś robiło się to na Dzikim Zachodzie. Dziewczyny się opalały, chłopaki biegały na pobliską stację benzynową po piwo. Niby sielanka, a jednak nie do końca.

[srodtytul]Z Łukowej pod Capitol[/srodtytul]

Mniejsza już o ciała wyławiane ze wspomnianego potoku czy biedotę mieszkającą w tragicznych warunkach nieopodal kościoła. Jednym z głośniejszych utworów Tedego jest „Aluminium” nagrany z Numerem Raz pod szyldem TrzyHa/Warszafski Deszcz.

"Każdy z lat 70. blokowiec, opętany przez szatański towiec" - rymował. "Nowe ofiary aluminium folii, coraz więcej zombie w W-metropolii" - uzupełniał." Chodziło o paloną na sreberku heroinę, która siała spustoszenie wśród kolegów na tutejszej ulicy Łukowej.

Graniecki miał jednak inny wzór do naśladowania. Kumplował się z siostrą Pawła Stasiaka z Papa Dance. Na własne oczy zaobserwował, co znaczą sława i życie artysty. Najwyraźniej mu się spodobało. Czas mijał, a on odpowiednio go pożytkował.

Po latach, kiedy gwiazdy stołecznego graffiti – a wśród nich Krizm i Jay – malowały okoliczny, udostępniony przez dominikanów mur, sprzedawał pod nim nieoficjalne, dziś legendarne, wydawnictwo swojego zespołu TrzyHa: „WuWuA”. Ale wybiegliśmy w przyszłość. Najpierw hip-hop musiał się nad Wisłą pojawić.

[link=http://www.zyciewarszawy.pl/artykul/513096_Deskorolka_pod_Capitolem__rymy_w_kolku_w_Remoncie.html] Czytaj więcej w Życiu Warszawy[/link]