Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, a pani wyruszyła w trasę koncertową. Nie lubi pani spędzać świąt w domu?
Dianne Reeves: Uwielbiam, staram się tak układać plan występów, żeby na Boże Narodzenie być w domu w Denver, z rodziną i przyjaciółmi. Tak będzie i tym razem.
Urządza pani tradycyjne święta u siebie?
Tak, bo moim hobby jest gotowanie, jestem w tym dobra. Moja specjalność to owoce morza, ale przyrządzane za każdym razem inaczej, bo w kuchni improwizuję jak na scenie. Nie jest to tradycyjna świąteczna potrawa w Ameryce, bo tą jest indyk.
Kupuje pani wszystkim prezenty?
Obdarowujemy tylko dzieci. Przed świętami ja i moi znajomi zbieramy pieniądze dla potrzebujących, rozdajemy ubrania i posiłki.
Tradycją świątecznych spotkań jest śpiewanie kolęd. W domu pani je śpiewa?
Oczywiście, choć nie sama, towarzyszą mi rodzina i przyjaciele, wielu z nich jest muzykami. Śpiewamy kolędy głównie pochodzące z Europy, ale i tradycyjne piosenki amerykańskie. Moją ulubioną jest "Little Drummer Boy". Słuchamy też płyt, szczególnie tych z Motown Records. Niemal każdy wykonawca tej wytwórni nagrał płytę ze świątecznymi tematami. Nic się nie zastarzały, lubię szczególnie nagrania The Temptations i The Four Tops. Siedzimy przy choince, którą ozdabiam owocami i słodyczami, tak by goście mogli się częstować prosto z drzewka.
Temat "Little Drummer Boy" otwiera pani świąteczny album "Christmas Time Is Here". Usłyszymy go w Warszawie?
Zaśpiewam go w nieco innej aranżacji, podobnie jak pozostałe piosenki związane z Bożym Narodzeniem. Ale będą też utwory z moich innych albumów.
Na płycie odeszła pani od tradycyjnego stylu wykonywania kolęd?
Starałam się nadać utworom bardziej jazzowy charakter, tak bym mogła improwizować. Dotyczy to też takich piosenek, jak "I'll Be Home For Christmas" i "The Christmas Song", bodaj najpopularniejszych w Ameryce.
Kiedy możemy się spodziewać nowych nagrań?
Prawdopodobnie za rok, jesienią. W marcu wchodzimy do studia. Towarzyszyć mi będą muzycy, których zobaczycie na koncercie: pianista Peter Martin, z którym współpracuję od 11 lat, kontrabasista Reginald Veal, poznałam go w Nowym Orleanie, i perkusista Terreon Gully z zespołu Christiana McBride'a. Na gitarze zagra mój "brat", jak o nim mówię, Romero Lubambo. Jest Brazylijczykiem, ale czujemy się razem jak rodzeństwo, akompaniuje mi od połowy lat 90.
—rozmawiał Marek Dusza