Od lat jest oblegany przez turystów z całego świata. Przyciąga ich magia tego miejsca, które już za czasów księżnej Izabelli z Czartoryskich Lubomirskiej było ważnym ośrodkiem kultury na ziemiach podzielonej Rzeczypospolitej.

Zamek – Muzeum w Łańcucie jest zespołem zabytkowym o najwyższej klasie artystycznej. Słynie ze znakomitych wnętrz mieszkalnych, niezwykle interesującej kolekcji powozów oraz wspaniałego otoczenia parkowego.

Jest znanym nie tylko w Polsce muzeum rezydencjonalnym, w którym znajdują się cenne obiekty zabytkowe. Z uwagi na wyjątkową wartość dla kultury i dziedzictwa narodowego w Polsce został wpisany na prestiżową listę Pomników Historii prowadzoną przez prezydenta RP. Jest także miejscem licznych konferencji, sesji, spotkań i koncertów. Tu odbyło się wiele bardzo ważnych spotkań z udziałem prezydentów państw Europy Środkowej i Wschodniej.

Obiekt, za sprawą Muzycznego Festiwalu w Łańcucie, jest także znanym centrum muzycznym. Moda na uprawianie tej dziedziny sztuki zrodziła się tam za panowania Izabelli z Czartoryskich Lubomirskiej.

– Muzyka towarzyszyła panom na Łańcucie od zawsze – opowiada Karol Wit Wojtowicz, wieloletni dyrektor Muzeum – Zamek w Łańcucie.

Najstarsze zachowane informacje o muzykowaniu na zamku pochodzą z II połowy XVIII wieku, kiedy jego właścicielką była księżna Izabella z Czartoryskich Lubomirska zwana Księżną Marszałkową. To właśnie na lata jej mecenatu artystycznego przypada rozkwit życia muzycznego na zamku. Księżna podczas swoich licznych podróży bywała nie tylko w teatrach, na operach czy koncertach, ale czynnie uczestniczyła w życiu muzycznym. Organizowała koncerty z udziałem najwybitniejszych muzyków, sama grała na klawikordzie. Jej nadwornym kompozytorem był Marcello Bernardino, zwany di Capua, a koncertmistrzem Józef Hensel, uczeń Josepha Haydna. W Łańcucie koncerty odbywały się bardzo regularnie. Kupowano nuty, instrumenty, opłacano ich reperacje i strojenie.

– Dzięki niej mamy tutaj wspaniały i bardzo różnorodny zbiór muzykaliów reprezentujących utwory włoskie, francuskie, wiedeńskie, a także angielskie i niemieckie. Dzielą się na muzykę instrumentalną i wokalno-instrumentalną. Mamy pokaźny zbiór oper z końca XVIII wieku i początku XIX wieku. Są także symfonie, balety, uwertury, muzyka kameralna, utwory na harfę i fortepian. Dzięki inwentarzom wiemy, jak bogaty zbiór instrumentów posiadała księżna. Były to między innymi fortepiany, klawicymbały i harfy – wymienia dyrektor łańcuckiego zamku.

Te muzyczne tradycje do rezydencji łańcuckiej wróciły dopiero na początku XX wieku. Alfred Potocki utrzymywał w zamku orkiestrę dętą, która występowała w galowych mundurach o barwach granatowo-żółtych. Grano m.in. mazury, polonezy, marsze. Ostatni ordynat na Łańcucie bardzo lubił również muzykę ludową. Po wojnie w 1961 roku Państwowa Orkiestra Symfoniczna w Rzeszowie zainicjowała Dni Muzyki Kameralnej w Łańcucie.