* * * * *

Magnificent Muttley,


„Magnificent Muttley",


Karrot Kommando

Nieopierzone małolaty i tradycja z okazałą metryką? Warszawskie trio doskonale czuje starą muzykę. I co najcenniejsze, hałasują z potrzeby serca, a nie pogoni za trendami, bo ich debiutancki album to płyta skrajnie niemodna. Tak się dziś nie gra – intensywnie i bez fasady producenckich bajerów. Ideologiczną surowość brzmienia podbijają błyskotliwą i kombinowaną motoryką kompozycji, paradoksalnie wnosząc do skostniałego gatunku mnóstwo świeżego podejścia. Chcieliby być jak Led Zeppelin i Queens of the Stone Age, ale po swojemu. Wskrzeszają organicznie głośne granie z imponującą swobodą i naturalnym wyczuciem. Parafrazując klasyka – to tylko rock and roll, ale w ich wykonaniu bardzo kręci.