Meszki zaatakowały. W ostatnich dniach wiele osób skarży się na nieprzyjemne ukąszenia.

Stanisław Ignatowicz:

Tradycyjnie już najwięcej meszek jest od drugiej połowy maja do pierwszych dni czerwca. Ma to związek z temperaturą powietrza. Występują też w innych porach roku, ale wtedy jest ich mniej. Meszki rozwijają się w wodzie i to tylko w rzekach, a nie w stawach. Co ciekawe, w latach 70. i 80. ubiegłego wieku meszki występowały rzadziej, bo rzeki były bardziej brudne. A one lubią czystą wodę.

Groźniejsze są samice?

Tylko one piją krew, samce odżywiają się nektarem kwiatów – przez to żyją krócej. Za to samice potrzebują krwi, by się reprodukować. Samiec żyje kilka dni, samica do kilku tygodni, ponieważ musi złożyć ok. 500 jaj.

A ile meszek wykluje się z tych 500 jaj?

To jest bardzo trudne pytanie. Tu działają tzw. siły oporu środowiska: jeśli zbiornik jest nieodpowiedni albo jaja nie przyczepią się do dna, jeśli larwy zostaną zjedzone przez ryby, tych meszek będzie zdecydowanie mniej. Tego nigdy nie da się oszacować.

Narzekamy teraz na meszki, ale do prawdziwej tragedii doszło ponoć kiedyś w Rumunii.

Tak, w latach 20. XX wieku przez meszki padło tam kilkanaście tysięcy sztuk bydła. W Polsce co jakiś czas dochodzi do wypadków śmiertelnych – jeśli rój zaatakuje kogoś uczulonego, może dojść do tragedii.

Czy są jakieś specyfiki, które nas ochronią? Jak można się bronić przed meszkami?

Są preparaty, które dosypane do wody wywołują chorobę larw meszek i wtedy jest ich mniej. Ale to droga operacja.

A co możemy jeszcze zrobić?

Przede wszystkim stosować substancje, które nanosimy na skórę w celu odstraszenia owadów. Inny sposób to smarowanie ciała olejkiem waniliowym. Tak długo, jak on paruje, owady nie będą nas  kąsały.

Czytaj także w Życiu Warszawy Online