Czy to prawda, że Zbigniew Herbert na początku nie był entuzjastą swoich wierszy w formie piosenek?
Tak było. Śpiewałem jego utwory bez konsultacji z autorem. Dopiero w 1982 r., gdy w podziemnym wydawnictwie Nowa miała się ukazać nagrana przeze mnie kaseta „Pamiątki", uznałem, że należałoby powiadomić o tym poetę i uzyskać jego zgodę.
Znał pan wcześniej Zbigniewa Herberta?
Właśnie nie. Do tego wybrałem się bez żadnego uprzedzenia, bo wtedy nie działały telefony. Przyniosłem kasetę, ale cały czas podejście autora było sceptyczne. Uważał, że jego utwory są formą zamkniętą i nie ma potrzeby tego zmieniać. Dopiero z czasem nabrał przekonania.
Kaseta jednak się ukazała.
No tak, otrzymałem pozwolenie na publikację, a co więcej – miałem zaszczyt wkraść się w łaski „Księcia poetów" i odwiedzałem go w tamtych czasach dosyć regularnie. Zdawałem mu relacje z nastrojów ludzi i z przebiegu manifestacji. Słuchał z ogromnym zainteresowaniem, ale kwitował: „Po co wy się młodzi tak narażacie? Przecież tu materia nie wytrzyma".