Trudno było o lepszy pomysł na galowy koncert 17. Bielskiej Zadymki Jazzowej, która na jeden dzień przeniosła się z Bielska-Białej do nowej sali NOSPR-u w Katowicach. Próby trwały przez trzy dni. Najpierw z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia pracował brytyjski dyrygent Clark Rundell. W piątek odbyły się próby orkiestry z kwartetem Wayne'a Shortera. Jazzmani i dyrygent byli pod wrażeniem nowej sali koncertowej NOSPR-u. - To bardzo dobrze, że w Polsce wydaje się pieniądze na tak wspaniałe przedsięwzięcia - powiedział „Rz" Rundell.

W sobotę przyleciała do Katowic gwiazda koncertu, wokalistka i kontrabasistka Esperanza Spalding. Polska publiczność pamięta jej wielki koncert Esperanza+ w Gdańsku 8 sierpnia 2014 r.na festiwalu Solidarity of Arts. Jak się okazało, w Katowicach miała tylko zaśpiewać swoje libretto do symfonicznej kompozycji Shortera „Gaia". W Gdańsku wykonywała tę partię grając równocześnie na kontrabasie. Wieczór rozpoczął się od festiwalowego hymnu „Na holi, na holi" z udziałem orkiestry NOSPR, bielskich jazzmanów, grających na trombitach braci Golców i pianisty Włodka Pawlika. Nagrodę „Anioła Stróża" Bielskiej Zadymki Jazzowej odebrał Program II Polskiego Radia.

Wreszcie na scenę wyszedł jeden z najlepszych kwartetów w historii jazzu. Do fortepianu Yamaha zasiadł Danilo Perez, do perkusji Brian Blade, za kontrabas chwycił John Patitucci. Lider usiadł z saksofonem sopranowym blisko fortepianu. Blisko godzinny występ, licząc także bis, wyniósł słuchaczy na jazzowy Olimp. Jest dziś wiele zespołów jazzowych uprawiających grupową improwizację, ale w wykonaniu takich sław, pod wodzą genialnego Wayne'a Shortera, muzyka improwizowana daje przeżycia najwyższego lotu. Ważne, że Shorter jest znakomitym kompozytorem i na scenie dba o odpowiednią dramaturgię improwizacji każdego zespołu. Zwykle nie gra dużo, dając znak zespołowi tylko kilkoma frazami, w która stronę ma podążać.

W sobotni wieczór w Katowicach grał więcej niż na wcześniejszych koncertach w Gdańsku, Wrocławiu czy Warszawie. Nie zabiera już na scenę saksofonu tenorowego, wystarczy mu sopranowy. Korzystając ze znakomitej akustyki sali NOSPR-u muzycy bawili się barwami, grali subtelnie, cyzelowali brzmienie instrumentów. Ciekawe, jakby zabrzmieli bez nagłośnienia. Wzmocniony kontrabas Patitucciego trochę nie pasował do pozostałych instrumentów. Spytałem o ten aspekt muzyków tria RGG, którzy siedzieli wyżej, ale oni nie mieli zastrzeżeń.

Dla okazjonalnych słuchaczy jazzu muzyka kwartetu Shortera mogła wydawać się trudna, ale jego miłośnicy znający ostatni album „Without The Net", mogli stwierdzić, że znają te utwory na wylot. A jednak za każdym razem kwartet gra inaczej. Nastąpiła w nim silniejsza integracja, mniej jest solówek, a więcej grupowych improwizacji. Wayne Shorter powiedział „Rzeczpospolitej", że wytwórnia Blue Note Records przygotowuje wydanie nowego albumu kwartetu, który już jest nagrany.

Druga część koncertu zaczęła się od dwóch symfonicznych dzieł Wayne'a Shortera napisanych na jego kwartet i orkiestrę symfoniczną. Były to premierowe wykonania w Polsce. Wyrafinowane harmonie fruwały swobodnie w przestrzeni sali koncertowej. Jazz i muzyka symfoniczna nigdy wcześniej nie były tak blisko siebie. Wydawało się, że orkiestra łagodzi brzmienie jazzowego kwartetu, a jazzmani grają bardziej powściągliwie. Mniej, co zrozumiałe, a ich frazy stały się bardziej dystyngowane, zbliżone do klasycznego idiomu.

Gorące oklaski powitały wchodzącą na scenę drobną sylwetkę Esperanzy Spalding, która ubrana była w długą fioletową suknię. Półgodzinny poemat symfoniczny „Gaia" nawiązuje do mitycznej Ziemi-Matki. Jego gęstą fakturę dyrygent Clark Rundell porównał do dzieł Ravela. - Jest wspaniale napisana, to prawdziwe wyzwanie dla dyrygenta - powiedział „Rz".

Mając swobodne ramiona Esperanza Spalding dodała do swej interpretacji dramaturgię ciała. W porównaniu do wykonania w Gdańsku jej „katowicka" „Gaia" zyskała na ekspresji i sile wyrazu. Nigdy wcześniej nie słyszałem Esperanzy tak dobrze śpiewającej. A partie, które do jej słów napisał Shorter, do łatwych nie należą. Ma jednak tak ciepłą barwę głosu, śpiewała tak czysto, że nawet miłośnicy opery nie powinni być grymasić.

Najciekawsze były fragmenty poematu, w których wokalistka i kwartet improwizowali z pasją, bez orkiestry, aż dyrygent przysłuchiwał im się uważnie. Tajemniczy uśmiech akceptacji i zadowolenia na twarzy Wayne'a Shortera pokazywał, jak cieszy się z tego wieczoru.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Jazzmani i symfonicy stworzyli wyjątkowy nastrój, ekscytujących wrażeń dopełniła znakomita akustyka sali koncertowej NOSPR- i sami jej członkowie. - To świetna orkiestra - komplementował NOSPR Clark Rundell. Ukłonom nie było końca, a i publiczność powoli opuszczała elegancką salę pozwalając wyciszyć się emocjom. Oby wielki jazz zagościł tu na stałe.

Marek Dusza z Katowic